Będzie

Będzie tak już z 13 lat kiedy przechodziłem przez tą swoją przygodę.

Dzisiaj oglądaliśmy program o anorektykach. Program po rosyjsku, więc totalnie nic nie rozumiałem. Marysia opowiedziała mi, że główna bohaterka warząca 21 kg stała się anorektyczką przez to, że zostawił ją jej chłopak. Pooglądałem minutę i stwierdziłem, że dziewczyna mija się z prawdą. To nie przez chłopaka jest anorektyczką. To otocznie jest winowajcą. Mało ciekawe, babcine mieszkanie. Płacząca matka, która wygląda na dobrą kobietę, ale nie raczej nie jest autorytetem do naśladowania. Brak perspektyw wydostania się z tej wioski na której mieszkają itp. Całe to otoczenie, nieodpowiedni do danej sytuacji ludzie tak wpływają na tą dziewczynę, że poddaje się autodestrukcji.

Przestałem oglądać i zająłem się swoimi rzeczami, to jest przeglądaniem starych zdjęć, pierdzeniem w łóżko i patrzeniem się w sufit. Jakiś czas później Marysia powiedziała mi, że miałem rację. Podczas programu dziewczyna przyznała się, że to nie chłopak był winien.

Oooo – jak ty to zrobiłeś? Bo ja jestem taki zajebisty gość, co ma super wyczulone spojrzenie na świat. A tak naprawdę to przecież wiecie, że przechodziłem przez podobne rzeczy. Może nie byłem 21kg anorektykiem, ale też wtedy strasznie wychudłem (nawet dostałem zaproszenie do szpitala) i miałem spore problemy z jedzeniem. Nazywa się to nerwicą i ja też na to chorowałem. Tylko, że to było dawno, a ja nie boję się powiedzieć prawdy.
Czemu byłem wtedy chory? Przez umierającą mamę? A dupa – nie prawda. To całe życie składało się na mój ówczesny stan. W mieszkaniu lipa, mama paliła jak lokomotywa. Na studiach także lipa, bo brak środków sprawiał, że co chwila musiałem zostawiać takie studiowanie. Łapałem się jakiś robót, ale żadna nie była porządna.

Tak – gdy teraz patrzę na tamte sprawy, wydają mi się błahe i dziecinne. Serio cierpiałem przez takie rzeczy? Ano cierpiałem. Byłem wtedy na takim poziomie i dostawałem po nerach właśnie przez takie rzeczy. W podstawówce głupie nic nie znaczące kartkówki także dawały mi po głowie, a w przedszkolu sen z powiek zabierał mi fakt, że moich rodziców nie stać było na takie samochodziki jakie mieli koledzy. Wszystko zależy od poziomu na jakim obecnie jesteś. Teraz jestem bardziej otwartym gościem. Ale też mam swoje blokady. To całkiem normalna sprawa.

Wracając do tamtej dziewczyny. Stwierdziłem, że jeżeli nie znajdą się odpowiedni ludzie, zakończy swój żywot. Smutna sprawa prawda? Ani matka, ani nikt z tego studia nie wydał mi się kompetentny by jej pomóc. Wiecie kogo człowiek najbardziej potrzebuje w takich momentach? Nie czułych cioć. Czułe ciocie są tylko balsamem na ranę. My potrzebujemy lekarza, który zoperuje taką ranę. Człowieka, który będzie dla nas autorytetem, który nas poprowadzi, za którym będziemy chcieli iść w świat. Problem w tym, że takich ludzi jest bardzo mało. Większość z nas to tylko zapatrzeni w siebie, prości, a często i puści ludzie. Małe wygadane dzieciaki. Coś tam pobzykujemy, coś tam porabiamy, ale ogólnie większość z nas jest zastraszonymi małolatami. Nie ważne że niektórzy są dyrektorami, nie ważne, że część z nas jeździ wypasionymi samochodami. Spotkać prawdziwy autorytet, za którym będzie chciało się iść, to w dzisiejszych czasach jak znaleźć igłę w stogu siana. Zresztą ostatnie wydarzenia na naszym kontynencie wyraźnie to ukazują. Takie komputerowe dzieci, które dużo gadają na swoich blogach**, a w życiu realnym najlepiej jakby zamknęli się w sobie. No dobrze. Może przesadzam. W każdym bądź razie w tamtym studiu, czy w tamtym domu nikogo takiego nie widziałem. Zaproszeni do studia goście coś tam się wymądrzali, ale jak dla mnie nie miało to znaczenia (bo nie rozumiałem), tak i dla tej dziewczyny. Coś tam pogadają, przyłożą gazę do rany, ale i tak chwilę potem zacznie wypływać z niej nowa ropa. Bo dziewczyna wróci na swoje śmieci. Do tych samych ścian, do tych samych ludzi. Do dobrej matki, która mimo swojej dobroci, nie potrafi poradzić sobie z takimi problemami. Życie.

 

Komentarze