Wszystkie posty z kategori "Blog"

Limitless

Pewnego dnia mieliśmy już wychodzić na spacer, gdy zajrzałem do szafy. Wiesz Aniu, kiedyś zrobię porządek z tymi ubraniami. Tak czy siak w nich nie chodzą więc nie ma sensu ich trzymać.
– To czemu nie zrobimy tego teraz?
– Teraz?
– A czemu nie. To zajmie tylko kilka minut.

Zaczęła się selekcja. To nie, to nie, to nie, to nie – i tak wiele, wiele razy. Po pół godziny trzy czwarte ubrań było zapakowane w worki i czekało na wyniesienie.
Jeszcze tego samego dnia udaliśmy się do sklepu w celu totalnej wymiany garderoby. Gdy przeglądałem się w sklepowych lustrach, dziwiłem się. Ja mam niby tak się ubierać? No niby elegancko, ładnie. Ale przecież ja nigdy się tak nie ubierałem. Z drugiej strony – czemu miał bym tego nie robić?

Pamiętacie film Limitless, czy jak kto woli Jestem Bogiem? Koleś zażył jakieś narkotyki, które otworzyły mu umysł. Wrócił do własnego mieszkania i pierwsze co zrobił to je posprzątał i zmienił jego wystrój. Pół godziny, a wszystko wyglądało zupełnie inaczej.

Gdy piszę te słowa już dawno się przyzwyczaiłem i do eleganckiego ubrania, i do eleganckich butów. Coraz ciężej mi sobie wyobrazić, jak mogłem się wcześniej tak źle ubierać. A przecież to tylko ubranie. Gdyby człowiek tak zdecydowanie podchodził do wszystkiego w swoim życiu, to… no właśnie – to co? Może rzeczywiście pasowało by tutaj słowo „Limitless”.

 

 

 

 

Kalistenika w parku

Kalistenika to nie tylko głupie pakowanie. To coś o wiele, wiele więcej.

Wczoraj w parku było wspaniale.

Spotkałem starych znajomych z siłowni, którzy tak jak ja przenieśli się do parku. Aż miło patrzeć jak kolejne jednostki pojawiają się w okolicy drążka. Ten ekspert od podciągania na jednym ręku. Ten idealnie staje na rękach. Ten  zna się na wszelakich odmianach pompek. Ten jest specjalistą od materiałów wybuchowych. Ok. Zagalopowałem się.

Kolejni superbohaterowie przychodzą by poćwiczyć, a tobie z automatu zaczyna się cieszyć gęba. To tak jakby zbierała się Liga Sprawiedliwych. No może nie mamy aż takich mocy jak tamci bohaterowie, ale po co komu one. Liczy się dobra zabawa. Jeden nauczy cię tego, inny czegoś innego. Wszyscy sobie pomagają. Nawet jak przyjdą do nas obcy, to bez żadnych zahamowań wszyscy zaczynają ćwiczyć razem. Wymieniamy się doświadczeniami, razem śmiejemy, rozmawiamy. Tak właśnie powinna wyglądać idea sportu.

Czarny, biały, duży, mały. Człowiek, pies. Nie ma to znaczenia. Politykę zostawiamy w domu, a do parku zabieramy zadowolenie.

Gęba cieszy się tym bardziej, że jak spojrzymy na ten dokument:

http://urzadochota.waw.pl/data/other/ochota_-_szczesliwice.pdf

to już więcej nam do szczęścia nic nie potrzeba.

Aby oddać głos:

1) wchodzimy na stronę: https://wawa.zetwibo.pl/voting/taskList/16 i wybieramy jakieś projekty ze Szczęśliwic. Jak wybierzemy mniej niż 5 to na pytanie czy kontynuować klikamy TAK.

2) w kolejnym kroku wybieramy szczęśliwice

3) wybieramy „Plac do kalisteniki” (projekt nr 1) + co tam nam się podoba

4) wpisujemy nasze dane

5) na naszą skrzynkę przyjdzie wiadomość z linkiem potwierdzającym nasze dane, który musimy kliknąć

6) cieszymy się, że zrobiliśmy dobry uczynek

Uśmiech proszę

No więc tak sobie mieszkaliśmy i mieszkaliśmy.

Potem przyjechała Ania – ciocia młodej. No fajnie. Nowa kobita na mojej głowie. Przywitała się, dała mi jakąś ukraińską flaszkę (o jaka kultura) i coś tam pogadała. Nie słuchałem, nie interesowało mnie to. Niech sobie robią co chcą. Ja im tylko wynajmuję pokój.

Kilka dni później siostra Ani (mama młodej) wróciła na Ukrainę, a ja zostałem z młodą i jej ciocią. Czasami coś tam pogadaliśmy, czasami starałem się wyciągnąć młodą na jakiś wypad z resztą znajomych, ale ogólnie gorzej to wychodziło niż w zamyśle. Nic ciekawego.

W międzyczasie zauważyłem dziwne zachowanie u młodej. Dziewiętnastoletnia dziewczyna od dwóch lat mieszka w naszej okolicy, a w pobliskim parku była słownie jeden raz. Gdy któregoś razu poszliśmy ze znajomymi do kina, okazało się, że to jej pierwsze takie wyjście w życiu. Mógłbym ją tutaj obgadywać godzinami, ale ostatnimi latami nie lubię obgadywać innych. Ogólnie jeżeli ja jestem dziwakiem, to ona mnie bije na głowę. I to nie jest komplement.

W każdym bądź razie z młodą zbytnio nie pogadasz. Jest bo jest i tyle. A co do Ani…

Goście, goście

Kilka miesięcy temu zadzwoniła do mnie jakaś babeczka, z pytaniem czy nie mógł bym im pomóc z komputerem.
Ludzie wierzą w gadające węże, dobrotliwych urzędników z UE, wspaniałą emeryturę, a niektórzy także w to, że jestem ekspertem od komputerów. Tłumaczenie, że komputery to zbyt rozległa dziedzina, by w całości dobrze ją ogarniać nic nie daje (dlatego tego nie robię).

Swoją drogą tak naprawdę nie chodzi o naprawianie komputerów. Praktycznie zawsze na takiej wizycie ważniejsze było by wysłuchać, uśmiechnąć się, a czasami coś poradzić. Taki komputerowy psycholog do wynajęcia. A że w tym ostatnim całkiem nieźle mi idzie, to i nieraz jestem zapraszany na naprawę. Jeszcze jakby moimi klientami były jakieś młode ponętne dziewoje…

Trening w parku

Bardzo często słyszę, że trenowanie w parku nadaje się tylko dla amatorów. Panie – tylko trening z porządnym obciążeniem jest dla prawdziwych mężczyzn. W poniższym wpisie chciałbym przedstawić Wam moje prywatne zdanie, ale też poniekąd obserwacje.

Jak wiecie, kilkanaście miesięcy temu po kilku latach stażu na siłowni zrezygnowałem z takiego sposobu trenowania na rzecz treningu w parku. Przez ten czas miałem okazję niejako z boku przyglądać się jak wygląda trening dzisiejszych czasów, ale przede wszystkim obserwować jak staroświecki sposób trenowania wpływa na organizm.