Wszystkie posty z kategori "Blog"

Żałoba

Jakoś tak smutno mi się ostatnio zrobiło.
– Masz prawo byś smutny – w końcu zginęło sporo ludzi z głową państwa na czele.
Nie – nie dlatego jestem smutny.
Mój smutek rodzi się z sztuczności ludzi.
Czy płaczę, bo stała się ta tragedia? Nie. Zginęło dużo ludzi. To smutne. I tyle. Nie znałem ich. Nigdy się z nimi nie utożsamiałem. Byli dla mnie zwykłymi ludźmi – takimi samymi jak górnicy, którzy kilkanaście miesięcy temu zginęli w kopalni.
…Żałuję jednak, że w ciągu swojego życia jestem zmuszony po raz kolejny oglądać taką szopkę. Wczesnym rankiem tragicznego dnia założyłem się z kumplem, że na dniach w necie wykwitnie setki świeczek w opisach GG, czy pseudo artykułów wychwalających po niebiosa ludzi, którzy zginęli w tragedii. Ludzi, którzy jeszcze niedawno byli wyśmiewani bo niechcący przekręcali nazwiska czy wyzywali reporterki.
Zakład wygrałem, chociaż nie jest to powód ani do zadowolenia ani do chełpienia się nim.

Nie cierpię przesadnych laurek, po śmierci znanych ludzi. Tym razem jest inaczej. Zmarłemu tragicznie prezydentowi należą się przeprosiny i przywrócenie dobrego, tak zafałszowanego przez media wizerunku. Polskie media wytworzyły wokół prezydenta niezdrową atmosferę. To ona podsycała tą presję, pod wpływem której próbowano lądować. W innym państwie, gdzie funkcjonują obiektywne media, prezydent nie bałby się spóźnić, gdyż miałby pewność, że społeczeństwu zostanie przekazana OBIEKTYWNA informacja. Bez chichotów i drwin z lekceważenia przez niego historii, ale z podaniem przyczyny spóźnienia na pierwszym miejscu! Największą hipokryzją był fakt, że to właśnie PiS-owi wszyscy zarzucali upolitycznianie mediów. A teraz? Media milczą, o tym skąd ta presja, by mimo wszystko lądować. Cieszę się z jednego. Tak jak w przypadku PRL, prawda i tak zwyciężyła.

A propo: Mój żal jest żalszy niż wasz! Mój żal jest najżalszy! I tyle na temat.


http://www.boston.com/bigpicture/2010/04/poland_in_mourning.html

Zasady

Z pamiętnika Marcina:

1. Robić to czego się naucza
2. Wierzyć w to czego się naucza
3. Szanować czas innych
4. Szanować zdanie innych
5. Być pewnym w tym co się robi
6. Nie ustawać w zdobywaniu wiedzy i doświadczenia
7. Szanować to co się wie i robi
8. Być sobą – nie być ani lepszym, ani gorszym
9. Starać się być wzorem dla innych
10. Myśleć…

Wielka mała wyprawa do kina

Czasami musimy skupić się na obowiązkach a przyjemności zostawić w koncie.

W pracy jak na nieszczęście tuż przed wyjściem trafił się problem, który mógł rozwiązać tylko Marcin. Tak to już jest jak robisz coś, o czym nie masz pojęcia. Dać się da, ale nie tędy droga. Szybko rozwiązałem „zadanie”, po czym szybkim krokiem wyszedłem w kierunku przystanku. Jak zwykle jestem spóźniony… Gdyby chociaż tak raz być gdzieś na czas?

Pod Arkadię udało mi się dostać 2 minuty przed godziną „zero”.
Moja starsza siostra miała umówione spotkanie, jej niania trochę nawaliła, więc dobry brat zadeklarował jej pomoc w tymczasowej opiece nad swoimi siostrzeńcami. Wiesz – jak się ma 28 lat to spotykanie „nowych” ludzi nie sprawia problemu. Jednak gdy tych lat jest o 24 mniej, wtedy taki problem może się pojawić. I tego się nieco obawiałem.

Zabrałem dzieci do kina na bajkę o … klopsikach? Wejście do sali i pierwszy problem. Amelka znikła mi z pola widzenia w ciemnej sali, a mały Ptynio stwierdził, że boi się ciemności i nie chce wejść do środka. Męska rozmowa dodała mu odwagi.

Usiedliśmy blisko ekranu by dzieci dobrze się bawiły. Kolejny zonk. Film dla dzieci, typowa bajeczka dla najmłodszych, a debile z kina puszczają reklamy proszków, jakiś horrorów i tańczącego Michaela. Nie dość że takie zapowiedzi na pewno bardzo interesują najmłodszych widzów, to na dodatek głośność tej części seansu była tak duża, że nawet ja ledwo wytrzymywałem. Zakryłem narzekającemu Ptyniowi uszy i jakoś przeczekaliśmy do filmu (chociaż było ciężko). Znowu nieco narzekania że wolimy wrócić do mamy, ale gdy bajka się zaczęła, było już dobrze.

Człowiek uczy się na własnych błędach. Jednym z takich lekcji było to, że nie warto zabierać dzieci na seans 3D. Bo co to za przyjemność oglądać film nieco rozmazanym. Fakt – jak się używa okularów jest całkiem fajnie, ale dzieciaki wolały z nich nie korzystać… W sumie – po pewnym czasie sam stwierdziłem że może to i dobry pomysł.

Bajka była całkiem przyjemna. Dzieci dobrze się bawiły, a wraz z nimi i ja.

Wracamy do domu. Kolejne zamieszanie. Franuś sam wychodzi z sali, Amelka gdzieś się krząta, a sam Marcin wcale nie gorzej zagubiony we własnych pakunkach.

W końcu jakoś się pozbieraliśmy, ale przez ten cały galimatias zgubiłem telefon. Środek centrum, Amelka płacze bo Franek zabrał jej paczkę z chrupkami, mi z plecaka wysypują się rzeczy, a na dodatek ten mój piekielny telefon gdzieś wsiąkł. Misja numer jeden – nie panikować. Misja numer dwa – zbieramy dzieciaki w jedno miejsce, wyjaśniamy sytuację po czym wracamy odnaleźć plastikową zgubę. Na szczęście pan przy kasie znalazł mój telefon, więc mogłem zadzwonić do Błażeja by przyjechał po swoich małych łobuzów.

Tak – pół godziny z dzieciakami w dużym centrum? Co ja niby mam z nimi tutaj robić? Chodzić po sklepach z ubraniami?

„Rób z nimi co chcesz. Pozwiedzaj czy coś tam. Ale pod żadnym pozorem nie wchodź do Smyka” – słowa mojej siostry przypominały mi teraz mądrości Mistrza Yody.

„Wiesz Amelko. A może pójdziemy popatrzeć na zabawki?” Zbliżając się do „zakazanego jabłka”, wziąłem głębszy wdech. Raz kozie śmierć powiedziałem sobie w myślach, po czym wspólnie przekroczyliśmy bramy „piekła”.

Eh. Nie lubię takich miejsc. Ok – dzieciaki mają tutaj całkiem fajnie. Ale takie ceny? Rozumiem by za zabawkę dać 10-20 złotych. Ale tutaj nie sposób było znaleźć zabawkę poniżej 70 zł. Niestety bogaczem nie jestem. Zresztą nawet jakbym był pewnie bym nie wydawał na takie „badziewie” takich drakońskich sum. Niestety dla maluchów określenie „cena” nie istnieje. Starsza Amelka dała się dość szybko przekonać, że lepszym pomysłem była by zmiana sklepu, bo tam za cenę jednej lalki moglibyśmy mieć 10 lepszych. Jednak Franuś alias Ptynio wybrał sobie już prezent który wujek mu kupi. I pewnie bym kupił, gdyby nie ta cena… 199zł za kawałek plastiku? Gdyby to chociaż było dobrze wykonane, albo było jakieś takie „lepsiejsze” (chociaż gdy pomyśleć to w nie powinienem oceniać co jest dobre a co nie, bo przecież nie mam 3 lat). Wszystkie triki dozwolone? Proszę bardzo. Niestety nic nie skutkowało.

Sytuacja podbramkowa. Wujek kupi – Franuś będzie szczęśliwy. Wujek nie kupi – Franuś zrobi mini aferę na środku sklepu.

„Ale Franuś – Wujo nie ma przy sobie pieniążków”

„Ale ja mam.” Wkłada rączkę do kieszonki kurtki i wyciąga 2 kasztany…

W końcu wymyśliłem jak to obejść. Podszedłem z Franusiem do pani ekspedientki. Puszczając jej oko, głośno poprosiłem ją by nam wybraną zabawkę wysłała pocztą. Dzięki temu nie będziemy musieli jej dźwigać do domu. Franuś był zadowolony, więc i  ja byłem zadowolony. Mimo że nieco mnie zasmuciło to kłamstwo, musiałem tak zrobić. Taki „mini kompromis” – ale to już pozostanie naszą tajemnicą – dobrze kobieto?

Wracając do domu postanowiłem, że dotrzymam słowa i pewnego dnia Franuś i Amelka dostaną wybrane zabawki.

Zasypiałem z uśmiechem na twarzy. Kurcze – ja to mam dobrze…

Śmietnik

Zmęczony po ciężkiej nocy (w której walczyłem z najróżniejszymi bestiami chcącymi wedrzeć się do naszego świata) wstałem jak zwykle wczesnym rankiem. Zimny chlust na twarz, smakowity omlet oraz hałaśliwa śmieciarka za oknem szybko uświadomiły mi, że moje nocne starcie się skończyło…

Wsłuchując się w audiobooka zająłem się rozpracowywaniem kolejnej super trudnej krzyżówki. Poranny relaks.

Odnowiony, zamknięty na klucz śmietnik miał uniemożliwić innym wyrzucanie śmieci do nie swojej altany. Nic to nie dało. Nie możesz dostać się do środka? Wyrzuć przed śmietnik.

Wciąż narzekamy, że w około tylko syf i brud. A przecież to my sami jesteśmy winowajcami. Nie ja. Nie ty. Nie on. Ona, ono – to tylko głupia odmiana. Tak naprawdę to właśnie my jesteśmy winni. Wyrzucona torba rozsypała swą zawartość na część podwórza. Kolejny poranek przywitała zasyfiona okolica.

Dopóki nie nauczymy się żyć w czystości… Dopóki nie nauczymy się dbać o otaczający nas świat… Dopóty będziemy żyli w syfie. I dalej będziemy narzekali na innych. Bo to nie ja…