Wszystkie posty z kategori "Fantomas"

Piosenka

Z wolna zbliża się koniec roku. Ani terminatory, ani kosmici, ani żadna inna złowieszcza plaga nie sięgnęła naszej planety. No może poza jedną – „nieskończoną”. Ale o tym pisał już sam Einstein, więc nie ma się co powtarzać.

Przygotowania do przywitania mroźnej pory trwają w najlepsze. Drzewa zmieniły swoje okrycia, psy i koty wstrzymały agresywną kampanię przeciw drugiej stronie, a szczury jak to szczury – dalej wymyślają jak przejąć kontrolę nad całym światem. Ale to już po zimie. Na pewno po zimie.

Szklana pułapka

– No i co my mamy zrobić? Co?
– Myszek nic nie odpowiedział. Szamson ma rację. Do licha. Jeżeli ci głupcy spróbują wziąć szturmem to miejsce, wtedy większość z nich zginie szybciej niż trwa zjedzenie serka Czedar. Nawet nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie im grozi.
– Myślę sobie, że musimy ich jakoś zatrzymać.
– Tak, tak. Ja zacznę szczekać, a ty pokażesz swoje groźne szpony. Na pewno się przestraszą.
– Przecież ja nie mam groźnych szponów..
– No wlasnie.
– Ale potrafię zrobic grozna minę.
– Wiem, wiem.
Piesek pogrążył się w zamyśle.
– Eh. Gdybym chociaż był taki jak terminator.
– Tarminator?
– No ten z filmu. Wybił szybę, stanął sobie spokojnie w oknie i zaczął szpilić z tego swojego super działa do radiowozów. Policjanci uciekali jak w transie. Mówię ci – tn to miał dopiero kopa. Piesek się rozmarzył.

– Powiadasz? I myślisz że to by zadziałało?
– Oczywiście że tak. Terminatora każdy się bal. Wystarczyło, że taki pokazał się na horyzoncie a ludzie uciekali jak zahipnotyzowani.

– hmm… powtórzyła rozmyślająca myszka.
– Wiesz – nie lubię jak to robisz.
– co robię?
– no to hmmm. To oznacza, że zaraz wymyślisz kolejny głupi plan.
– Wypraszam sobie. Moje plany nigdy nie są głupie!
– Nigdy? A pamiętasz napad na wędzarnię serów?
– To był wypadek przy pracy. Nie chcę teraz do tego wracać.
– Dobrze. Nie kłóćmy się. Zdaje się, że przydał by się nam jakiś cud.

Myszka się zamyśliła, by po chwili szybko zanurkować do leżącej obok naramiennej torby.
Szamsona zawsze zastanawiały magiczne właściwości tego przedmiotu. Niewielkich rozmiarów jednoramienna torebka potrafiła zmieścić w sobie przedmioty które według psiego rozumu nigdy nie miały prawa się tam zmieścić. Piesek nie mógł uwierzyć, że „umiejętne kobiece pakowanie” rozwiązuje ten problem. To z pewnością były czary. Czarna magia w najczystszej postaci.

Po chwili przerywanej dziwnymi odgłosami wydobywającymi się z wnętrza  torby, myszka w końcu wybiegła na zewnątrz, ciągnąc za sobą tajemniczy przedmiot.
– Dobrze, że zabrałam z sobą kilka niezbędnych rzeczy…

c.d.n.

Przygody Szamsona Psa – Rozdział 1

Chcę to – mała blond włosa dziewczynka z zaplecionymi warkoczami wskazywała palcem na opakowanie czekoladek widniejące na wystawie sklepu.
– Nie. Tego ci nie kupię. Zaraz się cała wymażesz.
– Wiesz. Osobiście bym jej to kupił. Sama wiesz jaki ma talent do przekonywania… Młody mężczyzna był ubrany w dżinsowe spodnie i lekką elegancką koszulę.
– Tak. Głośny talent. Ale nie mogę spełniać każdych jej zachcianek.
– Jak tam chcesz, ale moim zdaniem lepiej nie robić teraz zamieszania.
– Dobrze. Ale to ty będziesz ją mył.

Gra

– Tym razem cię załatwię!

Pełny koncentracji Fantomas wskazywał przeciwnika wystawionym przed siebie bejsbolowym kijem.

Szybkie zamachnięcie i wybita piłka poleciała w przestworza.

W tym samym momencie po murawie boiska przemknęła brązowa błyskawica, sprawiając że w pobliskich mieszkaniach zatrzęsły się ustawione na parapetach doniczki z kwiatami.

Znajdujący się na orbicie szpiegowski satelita najnowszej generacji zarejestrował 2 małe obiekty. Jeden przypominający nieco elipsę oraz drugi – rozmytą kilkunastu metrową brązową smugę, która szpeciła każdą z 12000 klatek rejestrowanych w ciągu sekundy. …W ciągu kolejnych tygodni rosyjscy konstruktorzy będą się głowili co nad dziwnym zjawiskiem powstania tych dziwnych zakłóceń…

Sto metrów od miejsca, w którym Fantomas potraktował ją kijem, mała zielona piłeczka stwierdziła, że znudziło jej się wznoszenie. Po głębokich przemyśleniach doszła do wniosku, że najlepszą rzeczą jaką może zrobić w tej sytuacji będzie zacząć opadać. Coraz szybciej zbliżające się podłoże z każdą sekundą przybliżało tak długo wyczekiwany moment odbicia. Moment, który nigdy nie nastał.

Zanim zdążyła się zorientować, jakaś dziwna brązowa zjawa nadbiegła w jej kierunku i równie szybko ją pożarła. Właściwie nie pożarła, a złapała w swoje olbrzymie, oślinione i w ogóle najstraszniejsze zębiska na świecie.

Szamson po raz kolejny wyautował Fantomasa.

W oddali słychać było złowieszczy krzyk – Następnym razem cię załatwię

Wezwanie

Stojąca na dachu dwójka super herosów spoglądała daleko w dal. Gdzieś tam na niebie pojawił się snop światła.
– Jak myślisz Szamsonie – jakie wyzwanie czeka nas tym razem?
– Hau! – odpowiedział bez zastanowienia mały piesek.
– złowieszcze kocury z laserami zamiast pazurów? Czy ty kiedykolwiek widziałeś złowieszczego kocura z laserami zamiast pazurów?
– Hau…
– No właśnie. Jest to raczej mało prawdopodobne.
– Hał!
– Hmm. Atak radioaktywnych chomiko-wiewiurków też wydaje się mało prawdopodobny. Może po prostu nie mają z kim pogadać, to nas wzywają?
– Hau?
– Nie Szamsonie. Nie wydaje mi się, byśmy w najbliższym czasie mieli walczyć z jeżogłowymi nietoperzami mającymi wyrzutnie rakiet zamiast skrzydeł.
– Hau.
– Słuszna uwaga. To może być kolejny niecny plan Doktora Macki. Czas ruszać przyjacielu, bo przez te ich reflektory połowa dzielnicy nie ma prądu w domach…

Wejście

Drzwi do sali zostały leciutko otwarte, a ze szczeliny jakie utworzyły wypadł mały przypominający walec metalowy przedmiot. Obiekt przetoczył się kilka metrów po lśniącej posadzce, po zatrzymał się w miejscu.

Nagle eksplozja oślepiającego światła połączona z ogłuszającym hukiem wypełniły całe pomieszczenie.
Sekundę później drzwi do pomieszczenia z hukiem się otworzyły, a do środka wpadł z impetem mały piesek. Super Szamson wyglądał na całkiem zwyczajnego psa. Jedynie jego strój wydawał się jakiś taki dziwny. Założona na uszy czapka była bliźniaczo podobna do nakrycia głowy dawnych bohaterskich lotników. Na grzebiecie miał przypięty mały czarny plecak, do którego przymocowanych było kilka dziwnych przedmiotów.

Wciąż mknąc przed siebie szybkim ruchem szarpnął sznurek, który wystawał z boku plecaka. Uruchomiony mechanizm kilku bloczków wystrzelił w górę 2 błyszczące przedmioty.
Nie było chwili do stracenia.
Nie czekając na to co się stanie, Super Szamson skierował się w stronę najbliższego napastnika.

W chwili gdy błyskotki miały już spaść na ziemię, do pokoju wbiegł Fantomas.
Odruchowo złapał spadające pistolety, wymierzył i nie zastanawiając się kilkakrotnie wystrzelił. Trzech z pięciu napastników padło łapiąc się za przestrzelone kolana.
Czwarty jegomość miał nieszczęście stanąć na drodze super psu, który właśnie mu udowadniał bojową wartość sławetnego salta mortadele.
Zanim ostatni z napastników zdołał zorientować się w całej sytuacji, przywitał luto-kopa samym środkiem swojego krocza. Właśnie w tym momencie jego przyrodzenie stwierdziło, że warto udać się na urlop. Najlepiej do końca życia.

Trzecia z łusek spadła na podłogę…