Wszystkie posty z kategori "Teksty"

Eraser

2928:213:123
Trwający niespełna sekundę błysk rozświetlił przestrzeń kosmiczną. W tej samej chwili pojawił się olbrzymi okręt, który swoimi gabarytami przewyższał ziemskie lotniskowce.
Kolos Nexus Six z wolna dotarł na wyznaczoną pozycję.

– Admirale. Melduję przybicie na miejsce.

Postać dowodzącego wpatrywała się w otaczającą ich czarną pustkę. Ubrany w oficjalny mundur zdobiony licznymi oznaczeniami wyraźnie wyróżniał się spośród reszty załogi.
Wszechświat – pomyślał. Tak piękny, a tak chaotyczny. Każdy ma tutaj jakieś przeznaczenie. Niektórzy rodzą się by wieść spokojne życie, inni dostają bardziej wymagające zadania. Niekurzy są matkami, niektórzy sprzedawcami, sędziami, katami…

– Admirale…
– Tak. Tak – zrozumiałem.
– …Komendancie – proszę powiadomić resztę załogi o rozpoczęciu działań przygotowawczych. Za 30 godzin chcę mieć wszystko gotowe.
– Tak jest admirale.

Nexus Six stanął w miejscu. Wydawał się być pogrążonym we śnie  olbrzymem dryfującym przez wszechświat.

2929:123:123
Siedzący w swej kajucie Admirał leniwie włączył hologramowy wyświetlacz, na którym od razu pojawiło się kilka obrazów.
Sprawnie przeszedł do wyświetlania informacji, które go interesowały.

– Operacja Erraser OX-21923. Dane operacyjne.

Rzucił pobieżnie okiem na dane. Znał je dobrze. Przecież przeglądał je już setki razy.
Czy dany gatunek jest wart by istnieć? Czy należy skorygować plan Boga i dokonać małej poprawki?
Latami prowadzone tajne badania na przedstawicielach obcej rasy zawsze prowadziły do odpowiedzi. Tak czy Nie? Czasami wzdychał w duchu z ulgi, że to nie on musiał podejmować decyzję.
Był tylko wykonawcą. Czyścicielem.
Jutro będzie ważny dzień. Kolejna operacja, których tak wiele w życiu był świadkiem.

2930:212:192
– Admirale – jesteśmy gotowi do rozpoczęcia operacji Erraser.
– Proszę zaczynać. Siedzący na głównym stanowisku Admirał dał znać by rozpoczynać.
Jeden rozkaz może tyle zmienić… Jeden rozkaz wystarczy by wymazać wszystkie winy.

Pojedynczy obiekt odłączył się od Nexusa. Mały punkcik w rozległym świecie nabierał coraz większej prędkości kierując się w stronę planety.
Operacja Erraser została rozpoczęta.

Diplodok Dino właśnie przeżuwał swoje śniadanie. To był naprawdę udany początek dnia. Znalezione liście były rarytasem w tych stronach.

Nagle jego uwagę przykuł mały ciemny obiekt. Szybko przemieszczający się punkcik szybko przeleciał po niebie i równie szybko schował się za horyzontem.
Dino znowu skierował swoją uwagę na swoje przysmaki, gdy w tej samej chwili rozległ się huk. Huk tak głośny, że ryk samego bestialskiego Tyranozaura Rexa wydawał się przy nim pisknięciem wyklutego pisklaka.

Potem nastała jasność. Diplodok Dino przestał istnieć.

2930:212:467
– Admirale – melduję zakończenie operacji Eraser.
– Zrozumiałem. Proszę rozpocząć przygotowania do skoku. Wracamy do domu…

3440:123:133
Trwający niespełna sekundę błysk rozświetlił przestrzeń kosmiczną. W tej samej chwili pojawił się olbrzymi okręt, który swoimi gabarytami przewyższał ziemskie lotniskowce.
Kolos Nexus Six z wolna dotarł na wyznaczoną pozycję.

– Admirale. Melduję przybicie na miejsce.

Dowódca spoglądał na wyświetlane na olbrzymim projektorze informacje. Ta planeta wydaje się przeklęta. To już kolejne czyszczenie na jej powierzchni.
Znowu jakaś forma organizmów, której istnienia nie byliśmy w stanie uzasadnić.
Zachłanność, pazerność, wysoka agresja –  zmarszczył brwi po raz kolejny spoglądając na dane raportu na temat prymitywnej rasy.

– Dobrze komendancie. Proszę rozpocząć procedurę przygotowawczą.

Nikt na ziemi nie był zainteresowany tajemniczym olbrzymim obiektem, który pojawił się w ich gwiazdozbiorze. Zresztą nie byli w stanie wykryć skrytego za Plutonem Nexusa Six.

Pojedynczy obiekt odłączył się od okrętu. Mały punkcik w rozległym świecie nabierał coraz większej prędkości kierując się w stronę Ziemi.

Operacja Eraser została rozpoczęta.

Tunel

Warszawa roku 2010. Godzina 1:15. Przejście koło Dworca Zachodniego.
Zmęczony wchodzę do długiego kamiennego tunelu. Momentalnie rześki ciepły wieczór zmienia się w dziwną lepką aurę. Może jest to spowodowane długością tego tunelu? – tłumaczę sobie w myślach. A może to setki dusz krążące teraz w okół mnie…
Nie wiem. To nie ja byłem temu winny. To nie ja…

I wtedy napływa do mnie nostalgia.

Warszawa. Przeszłość. Przejście koło Dworca Zachodniego.
Stojący w około wejścia do tunelu ubrani w szare mundury żołnierze karzą nam wejść do środka. Setki ludzi wchodzi kolejno do ciemnego pomieszczenia.
Drzwi w końcu zostają zamknięte.
W okół słychać odgłosy przerażenia. Dzieci płaczą.
– Tatusiu co się teraz stanie?
– Nic się nie bój. Odruchowo mocniej przytulam do siebie małą Anię.
Napływają mnie dziwne myśli niemocy. Możesz kogoś kochać najbardziej na świecie. I co to daje w takim momencie? Zaraz nie będzie to miało znaczenia. Kolejne wielkie miłości przestaną istnieć. Kolejne myśli zostaną zapomniane.
– Nic się nie bój.
Ludzie nerwowo się zachowują. Niektórzy wyraźnie panikują. Coraz bardziej brakuje tlenu.
– Tatusiu – boję się.
– Nie bój się. Jestem przy tobie.
Nagle w jednym z rogów olbrzymiej kamiennej sali widać poruszenie. Wielkie ścienne turbiny zaczynają z wolna pracować.
– Co się dzieje tatusiu?
– Nic się nie bój kochanie. Wszystko będzie dobrze.
Wiem, że to kłamstwo. Przytulam córeczkę do siebie.
Słychać coraz większą panikę wśród ludzi.

…Zaraz wszystko się skończy. Ludzkie życie. Pragnienia, uczucia, nadzieje. Wszystko to nie ma teraz najmniejszego znaczenia. Mogę walczyć. Uderzać gołymi rękoma w ścianę. Próbować uciec. Wiem, że nie mam żadnej szansy. Nadzieje? Nadzieja to piękna sprawa… Za chwilę nie będzie miała najmniejszego znaczenia.
Walcz. Walcz ile możesz. Wiesz, że nie przeżyjesz. Nie masz szans.
Może wstrzymam oddech? Może uda mi się jakoś z tego wykaraskać? Może uda mi się obronić tych co kocham?
Część ludzi zasypia.
Patrzę na swoją małą córeczkę. Tatusiu tak bardzo cię kocham. Mała dziewczynka zasypia w moich ramionach.
Pojedyncza łza spływa po moim policzku.

Wdech, wydech. Pik, pik, pik. Serce uderza coraz nieśmielej. Wszystko zaczyna tracić na znaczeniu. I tak nie mieliśmy szans.
Myśli kłębią się w głowie. Próbują walczyć. Boże… Gdzie jesteś, gdy tak bardzo cię potrzebujemy? Czy tak ma wyglądać ta sprawiedliwość wszechświata? Czemu na to pozwalasz?

Coraz gorzej widzę. Świat staje się coraz bardziej rozmazany. Wdech, wydech. Myśli z wola zaprzestają swojej walki.
Wciąż obejmując martwą córkę zasypiam.

Warszawa roku 2010. Godzina 1:15. Przejście koło Dworca Zachodniego.
Pojedyncza łza spływa po moim policzku. To właśnie tutaj zostało zagazowanych 200 tysięcy Polaków.

Czemu my ludzie robimy sobie takie rzeczy?

Czemu na to pozwalamy?…

Ludzkie zoo

Stoisz, czekasz, aż wreszcie przychodzi twoja kolej i kupujesz upragniony bilet wstępu do zoo. Dobrze – wydatek rzędu 14zł może do najtańszych nie należy, jednak na taką ekstrawagancję można sobie raz do roku pozwolić.
Zaczynasz zwiedzanie.
Podchodzisz do pierwszej klatki, patrzysz na tabliczkę i czytasz „małpy”. No, no. Myślisz sobie – całkiem przyjemne zwierzątka.
Idziesz dalej wchodząc na teren ornitologii. Pierwsza klatka którą zwiedzasz swym wzrokiem zawiera papugi. Pięknie wyglądające ptaki, z równie pięknym upierzeniem. Kolejna klatka – nieco skromniejsza to miejsce przebywania kuraków – a dokładnie kogutów. Także specyficzne zwierzątko.
Kolejne minuty upływają Ci na spokojnym spacerze wśród kolejnych zwierzęcych pseudo domów. Widzisz psy, hipopotamy. Możesz też zauważyć krowę czy poczciwe lemingi.

Wkrótce trasa zwiedzania się kończy, a ty witasz wyjściową bramę tego miejsca.
Wsiadasz do autobusu i dojeżdżasz nim do centrum. I wtedy dostajesz obuchem w głowę. Właśnie bezsensownie wydałeś 14 zł. Rozglądasz się w około i widzisz te same zwierzęta – tylko na wolności. Pchające się w autobusowych przejściach grube świnie, obleśnie stąpające krowy, małpy, nie mające własnego zdania papugi czy dumnie kroczące koguty (musowo z płaskimi okularkami na nosie i postawionymi na żel włosami) – otacza cię istny zwierzyniec. Tylko że zwierzęta w zoo mają swoje charakterystyczne cechy. Papugi mają ładne pióra, krowy mają ciapki, a małpy tu i ówdzie futerko. Są specyficzne – i przez to ładne. A ludzie? Ludzie tylko udają. A że im to nie za bardzo wychodzi, więc zamiast urody pozostaje tylko żal…

Nowy rok

Stary rok po woli dobiega końca. Już za kilka godzin spakuje walizki i uda się na zasłużoną emeryturę, tak samo jak to zrobił żółwi mistrz z Kung fu Panda.

– W jednym ręku z lampką wina, w drugim z tabliczką czekolady szykuję się do nowego roku.

Poprawiając muchę i smoking Fantomas odwrócił się od lustra.
– I jak przyjacielu – myślisz, że brzmi dobrze?

Samson super pies przytakując lekko zamerdał ogonem.

Spotkanie

Krakowskie przedmieście. Dwie postacie siedzą naprzeciwko siebie przy małym stoliku w małej kawiarence. Patrzą na siebie nawzajem.

– Myślisz, że to dobre miejsce na spotkanie?
– Myślę że całkiem udane.
– O czym chciałeś ze mną porozmawiać?
– Właściwie o niczym szczególnym. Chciałem cię po prostu zobaczyć.
– Znowu mnie zwiodłeś.
– Tak – ale przecież Ty o tym wiedziałaś.
– Wiedziałam.

W około spacerują ludzie. Świat żyje swoim spokojnym życiem. Słońce po woli zaczyna chować się za horyzont.
Widzisz kobieto. Nie powinienem tego mówić, ale chyba… chyba się potknąłem.

Kobieta siedzi dalej nic nie mówiąc.

– Starałem się. Naprawdę. Dawałem z siebie bardzo dużo. I nagle – tak jakby skończyła mi się energia. Wiesz. Wmawiam sobie żeby wziąć się w garść. Stosuję wszystkie techniki których mnie uczyłaś. Ale teraz wszystko zawodzi. Wszystkie chęci mnie opuściły pozostawiając pustkę. Uśmiecham się robię to co robiłem wcześniej – i zupełnie tego wszystkiego nie czuję. Tak jakbym się zawiódł na życiu.
Facet, mężczyzna powinien by silny. Tak zawsze mi mówiono. Tak zawsze mnie uczono. Powinieneś być jak dąb. Nic cię nie powinno ruszać. A nawet jak coś złego zacznie się dziać w twoim życiu, powinieneś mężnie stanąć naprzeciw tym wszystkim przeciwnościom. I je po prostu usunąć nie uginając się nawet na chwile.
Tylko że ja tego nie czuję. Zawiodłem Cie. Wiem. Przykro mi że nie jestem mężczyzna takiego jakim mnie oczekiwałaś.

Wiesz. Czasami chciałbym by ktoś to wszystko jakoś docenił. Czasami chciałbym móc komuś to wszystko opowiedzieć… Zaciskam pięści, zaciskam żeby, ale to wszystko jest tylko we mnie – we mnie i dla mnie. Przykro mi że cię zawiodłem.

Z lekkim uśmiechem na twarzy kobieta siedzi dalej.

– Nachyl się tutaj. Widzisz to?
– Roślinkę w doniczce?
– Nie – patrz uważniej.
– Biedronka wspina się na jej szczyt.
– Tak. Widzisz z jakim trudem jej to przychodzi? A mimo to wciąż się wspina.
Wiesz jaka jest różnica między tą biedronką a Tobą?
– Wiem. Ona wciąż walczy z przeciwnościami, a ja podupadłem. Nie mam już sił by walczyć.

– Widzisz. Różnica jest nieco inna. Gdybym chciała być z walczącą biedronka, wówczas pewnie poślubiłabym pana walecznego biedronkę. Ale ja nie chce biedronki. Chce mojego mężczyznę. Mężczyznę który czasami się potyka. Który czasami zaczyna wątpić w swoje siły. Mężczyznę który czasami potrzebuje wsparcia by móc dalej prowadzić swoją walkę.
Tak zostaliśmy stworzeni. Nie jako ideały. Zostaliśmy stworzeni jako istoty z wadami. Czy gdybyśmy byli ideałami to moglibyśmy się rozwijać?

W około spacerują ludzie. Świat żyje swoim spokojnym życiem. Słońce po woli zaczyna chować się za horyzont.
Dwie postacie siedzą naprzeciwko siebie przy małym stoliku w małej kawiarence. Nic nie mówią.
Może następne spotkanie zorganizujemy zupełnie gdzie indziej?

– Gdzie tylko będziesz chciał.
– Znowu cię zwiodę.
– Znowu dam się zwieść

Mężczyzna wyciąga rękę i obejmuje dłoń kobiety. Dwie postacie znikają jakby nigdy nie istniały.