Wszystkie posty z kategori "Trening"

Nie ważne…

Dzisiaj porozmawiamy o rzeczach nie ważnych. Częstokroć w internecie przeglądam wielkie dyskusje na różnego rodzaju tematy związane z treningiem. …Rano jedz węglowodany, wieczorami nigdy. Z owocami nie przesadzaj, mleka nie pij, a warzywa wcinaj jak diabli. Wieczorami musisz jeść tylko białkowe produkty, a rano węglowodanowe by mieć siły. Najlepszym produktem jest cytowany zawsze tuńczyk, który nie ma w sobie zbyt dużo węglowodanów. Dwie godziny przed snem ostatni posiłek, zżynany bezczelnie z innych stron standardowo dzielony trening. Liczba powtórzeń 12 i ani krzty więcej. Znasz to prawda?
A ja ci powiem, że to mało ważne. Wszystkie te restrykcje nie mają tak naprawdę olbrzymiego znaczenia jeżeli się nimi katujesz. Najważniejsze w treningu jest to by czerpać z niego przyjemność. Bo jeżeli zaniedbasz ten aspekt, to twoja psychika sprawi, że twój trening pójdzie na marne.
Oczywiście – nie mówię byś wieczorami obżerał się McDonaldem czy innego rodzaju paskudztwami. Wystarczy jednak całkiem normalnie się odżywiać i zwyczajnie trenować by osiągać rewelacyjne rezultaty.
W końcu żyjemy by się całe życie męczyć w niewiadomym celu? Czy żyjemy by czerpać radość z życia?
Gdzieś tutaj znajduje się granica, której bardzo dużo ludzi nie potrafi odnaleźć. Sporo osób prowadzi leniwe życie, pozbawione ruchu i pewnej samo dyscypliny. Życie ich jest ślamazarne, nudne, i w gruncie rzeczy przynosi jakąś przyjemność. Gdzieś w głębi ducha zazdroszczą jednak ludziom, którzy spędzają aktywnie wolny czas. Zazdroszczą innym życia w życiu. Na drugiej szali umieszczeni są ludzie, którzy w gonitwie za wyznaczonym celem totalnie się zatracają. Trening poprzedzony treningiem i zakończony kolejnym treningiem. Życie ułożone wedle treningowych pór, przekładanych zażywanymi sztucznymi odżywkami. Bo ktoś w artykule napisał, że tak jest najlepiej.
Gdybyś jednak zadał proste pytanie osobie z obojętnie której szali, w odpowiedzi uzyskał byś – bardzo prawdopodobne – negatywną odpowiedź.
Nie – nie pytam się o intensywność. Nie pytam się o jakieś suplementy. Nie pytam się o to co robisz w życiu. Moje pytanie jest o wiele bardziej proste.

Jesteś szczęśliwy?

Gdzieś tam między obiema szalami znajduje się oaza spokoju. Oaza, w której trenujesz nie z obowiązku, a z chęci. Sprawia ci to radość. Nie stosujesz wymyślnych diet, nie używasz super preparatów z apteki. Żyjesz tak jak podpowiada ci twoje serce. I czerpiesz z tego całkowitą przyjemność.
I nagle zaczynasz sobie zdawać sprawę, że te wszystkie zalecenia, porady, wskazania – wszystko to nie ma aż tak dużego znaczenia.
Zaczynasz swój marsz nie tak jak ktoś zalecił, ale tak jak sprawia ci to przyjemność.

Jesteś szczęśliwy? Jestem.