Dialog z Bogiem 4

Po śnie przypominającym sceny z S.O.M.A. nie miałem ochoty wychodzić z łóżka. Jakieś mechaniczne ramię przed chwilą podcięło mi gardło, a ja mam teraz marznąć poza kołdrą? Nie za bardzo.

Czy uważasz się za jednego z wybrańców? Czy uważasz, że ludzie są obdarzeni przez Boga jakimś szczególnymi względami?

Czy to podejście jest nie jest ździebko… egoistyczne? Czy aby przypadkiem nasza pycha nie maszeruje przed nami, a my jej nie dostrzegamy?

Wieloryb czy delfin nie robi tego wszystkiego co człowiek. Nie wybuduje wielkich miast. Nie stworzy wspaniałych rakiet latających w kosmos, nie postawi wielkich ośrodków, w których zderza się ze sobą cząstki atomowe. Ale czy to oznacza, że jest od nas gorszy? Pewnie takie stworzenia swoje wiedzą. Może po prostu im to jest nie potrzebne do szczęścia? My musimy jechać do wesołego miasteczka, wsiąść na kolejkę górską, a dopiero gdzieś tam na końcu dostaniemy zastrzyk adrenaliny i szczęścia. Wieloryb wystarczy, że pływa.

Czy ludzkie życie jest lepsze? Bardziej znaczące? Dla takiego wieloryba kupienie najnowszego samochodu nie ma totalnie znaczenia. Nie mają znaczenia dla niego comiesięczne opłaty, nie mają znaczenia problemy z „imigrantami”, czy głupoty które serwują nam wszystkie media. Jakiś Turek w Ełku zadźgał złodziejaszka. Wieloryb ma to w du… dużej płetwie.

W internecie możemy znaleźć bardzo dużo filmików ukazujących skalę wszechświata. Ot chociażby ten:

Jakie znaczenie dla Wszechświata mają te wszystkie nasze „cuda”, cały nasz ludzki gatunek, skoro nasza planeta czy nawet nasz Układ Słoneczny jest mniejszy od pojedynczego atomu na naszym paznokciu? Wieloryb, człowiek, Chiński Mur, Mount Everest, Ziemia, Układ Słoneczny – z perspektywy wielkości Wszechświata wszystko to „nie istnieje”.

Czy nie jest tak, że dla Wszechświata zniknięcie mrówki ma takie samo znaczenie jak zniknięcie człowieka? Tu i tu nie ma to żadnej wartości. Ok – z naszej perspektywy trochę inaczej to wygląda. Ale w skali Wszechświata?
Dziwna myśl – prawda? Człowiek i mrówka na tym samym poziomie. Socjopatyczna? Człowiek to jednak coś więcej od takiej mrówki. Tak jesteśmy nauczani naszą nauką 2d która wpaja nam, że 2 + 2 równa się 4. Jesteśmy mądrzy, mamy jakieś uczucia, kochamy, tworzymy. A takie mrówki? Czy są mądre? W odniesieniu do wielkości Wszechświata są tak samo mądre jak my. Null. Czy mają uczucia? Jakieś tam w swoim typie mają. Null. Kochają? A cholera wie. Tworzą? Jak najbardziej – na mniejszą skalę, ale w skali Wszechświata jest to tak samo znaczące jak twórczość ludzkości…

A może i dla Boga jest to porównywalne? Patrząc na Stary Testament, zdaje się, że nawet Bóg spoglądał na nas trochę inaczej niż nam się wydaje. Co zrobisz gdy twoja bliska osoba – np. twoja córka – dostanie jakiegoś rakowego spaczenia. Będziesz wyrywał sobie włosy, stawał dęba na głowie by jej pomóc. Zrobisz wszystko by przeżyła. A co zrobisz, gdy podobne rako-spaczenie zaatakuje twoje domowe hobbistycznie prowadzone mrowisko? Zero stresu. Wymienisz mrówki na nowe, ewentualnie je utopisz. Tu i tu Wszechświat nawet nie beknie. Może to kwestia skali. Raczej ciężko płakać nad ciężkim losem atomów w swoim ciele…

Ponoć jesteśmy wybrańcami. Ulubieńcami Boga. To przecież do nas się odzywał. To dla nas zginął jego syn. W sumie nigdy nie słyszałem by wśród pszczół odbywały się podobne wydarzenia, ale kto ich tam wie. Może dla każdego „spaczonego” gatunku było zaserwowane podobne rozwiązanie? Syn pszczoła przyszedł by uratować resztę pszczół? Hej – dla naszej planety pszczoły są równie ważne jak my, więc czemu nie miały by być też ratowane. Bo one nie mają duszy? Ponoć. Tak mówią ludzie bardziej wierzący ode mnie. Ja tam zakładać się o to nie będę.

…A potem moje myśli wyskoczyły na wiele wymiarów we Wszechświecie. Pojawiły się pytania o to, czy nasze spostrzeganie rzeczywistości jest tym właściwym? A może to mucha widzi świat „prawidłowo”. Co to w ogóle oznacza prawidłowy wszechświat? Skonfrontowanie tego co do nas dociera z dostępną dla nas wiedzą? Weź setkę zasupłanych nitek, poplątaj najmocniej jak potrafisz, zamocz, przytup obcasem a dostaniesz magiczny pęczek pytań, które zakwitały w porannej głowie.

Patrząc na ten bezkres możliwości wszechświata (a może i czegoś więcej, co jeszcze nie zostało nazwane) było by dziwne, gdyby Wszechmogący Bóg dał nam cynka w książce. Hej – jesteście moimi ulubieńcami, tylko cicho sza, niech inni się nie dowiedzą. Nie żaden budynio-galaretowaty organizm o wiedzy przekraczającej was o miliardy lat. Nie żadna rasa wielowymiarowych ducho-ryb, które porozumiewają się informacjami zapisanymi w czasie. Wy – ludzie. Wybrańcy Wszechświata. A może po prostu każdy tak myśli. My jesteśmy najważniejszy. My mrówki, my wiewiórki, my ludzie. Poza nami nie ma nic. A potem się okazuje, że mrowisko jest jednym z miliona innych. Równie ważnych.

A i pewna dziwna myśl mi się pojawiła (poza setką innych). Skoro wszyscy mamy podobną wartość dla Wszechświata, to czy nie oznacza to, że jesteśmy skazani na piekło? Ponoć za zabicie człowieka trafimy tam z automatu. Raczej nie znam osoby, która by w życiu przypadkowo czy nie przypadkowo nie zabiła komara, pająka, muchy czy podobnych wielce znaczących dla Wszechświata stworzonek. A może właśnie w tym momencie w moim ciele unicestwiłem cały „gatunek” atomów. Wszyscy spotkamy się w piekle? Możliwe…

A potem znowu zasnąłem. Śniły mi się kolorowe żelki skaczące po słonecznej łące. Skupiłem się na swoim otoczeniu. Bo może dla Wszechświata nie znaczy ono zbyt wiele, ale dla mnie jest bardzo ważne…

* Można to też pojmować w drugą stronę. Bo gdyby nie było atomów, nie było by i nas. Gdyby nie było nas, nie było by i Wszechświata…

Komentarze

  • Slepowid

    Taki wielki wszechświat, ale zawsze się ktoś znajdzie by wejść na kartoflany blog.