Kanapkowe zmiany

Na pewnej budowie, gdzieś na Środkowym Zachodzie, gdy rozlegał się sygnał na lunch, wszyscy pracownicy siadali razem do jedzenia. Codziennie Sam rozpakowywał swoją paczkę z jedzeniem i zaczynał narzekać.
– Do diabła! – krzyczał – znowu te kanapki z masłem orzechowym i dżemem. Nie cierpię masła orzechowego z dżemem!
Dzień po dniu Sam bezustannie narzekał na swoje kanapki z masłem orzechowym i dżemem.
Mijały tygodnie i jego zachowanie zaczęło denerwować innych robotników. W końcu jeden z członków brygady nie wytrzymał:
– Do licha, Sam, jeśli tak nie cierpisz masła orzechowego i dżemu, dlaczego nie powiesz swojej starej, żeby ci zrobiła coś innego?
– Co znaczy: mojej starej? – odparł Sam. – Nie mam żony. Sam sobie robię kanapki.

Na początku lutego złożyłem wypowiedzenie.

Sześć lat pracy.

Dziwne to odczucie. Człowiek przyzwyczaja się do pewnego trybu życia. Rano wstajesz, wsiadasz na rower, jedziesz do pracy, robisz znane ci projekty, potem powrót do domu, siłka, park, pies, internet. Szara rutyna.

A gdzieś tam w pewnym momencie jakaś dziwna siła wkłada do sejfu mały kręcący się bączek. Bączek przez wiele dni się kręci, aż pewnego dnia sejf zostaje otwarty, a ty dochodzisz do wniosku, że czas zmienić przepis na codzienne kanapki.

Zmiany nie są łatwe. Szczególnie po tylu latach. Ale już nie raz je przechodziłem. Dałem radę gdy szedłem do pierwszej klasy podstawówki, dałem gdy szedłem do szkoły średniej, gdy witałem studia w końcu w wielu innych momentach życia. Dam i teraz. Prawda jest taka, że nikt mnie do nich nie zmusza. To ja sam sobie je narzucam.

Komentarze