Mega trzepak i koligram marchewki

W końcu wybudowali nam Mega trzepak, czyli plac do prawdziwego ćwiczenia.
Spokojnie można powiedzieć, że jest to jedna z nielicznych udanych inwestycji. Tak bardzo udanych, że czasami w letnie dni nie idzie tam trenować. Liczba dzieci, które obsiadają wtedy poszczególne drabinki częstokroć bije wszelkie normy i człowiek czuje się jak w prawdziwej dżungli. To dobrze. To dobrze, ale także pokazuje wyraźnie, czego tak naprawdę chcą nasze pociechy. Żadnych tam „szwedzkich standardów” które polegają na zaserwowaniu im bezpiecznej deski i kawałka opony coby się nie mogły uderzyć.


Dzieciaki chcą małpować, wykazać się przed rodzicami i starszymi. Czasami podczas treningów patrzyliśmy jak niektóre z nich bezproblemowo wchodziły na najwyższe drabinki, czy beztrosko bujały się na zawieszonych wysoko kółkach gimnastycznych. Głupota? Jak tam głupota. Na tym właśnie polega dzieciństwo. Na robieniu rzeczy, których dorośli się boją a i nie pojmują.

No ale przecież tak właśnie było od zawsze. Dzieciaki wariowały, wynajdowały sobie nowe zabawy i częstokroć przewracały zdzierając kolana. Każda taka przewrotka nie tylko hartowała, ale i była wspaniałą lekcją na przyszłość.

Dopiero w ostatnich latach coraz większa część społeczności zaczęła popadać w paranoję bezpieczeństwa. Odgradzamy się od innych, zakazujemy drożdżówek, zamykamy „drzwi” na coraz więcej spustów by być jeszcze bardziej bezpiecznym, w międzyczasie zatracając jedną z podstawowych umiejętności – zwyczajnego radzenia sobie w życiu. Takie to niespokojne czasy. Coraz bardziej niespokojne. Szczególnie gdy wziąć pod uwagę ostatnie wydarzenia.

W każdym bądź razie sami sobie jesteśmy winni. Na własne życzenie tracimy własne „ja”. Od budowania lewych placów dla dzieci, po radzenie sobie z problemami globalnymi. Takie czasy. Dziwne.

Z wolna nadciąga zima.

20150906_145225

Komentarze

  • Slepowid

    Świetny wpis! Sam ostatnio zauważyłem, że wszędzie dużo zakazów. Już kilka lat temu przyczepili na dawnym „placu zabaw” zakaz gry w piłkę. Ale jeszcze dawniej to denerwowało mnie bieganie dzieci po osiedlu i ich wrzaski. A teraz… pusto, głucho.
    Dzieci mają chęci a zabiera się im możliwości.
    A tylu dorosłych ma możliwości, ale nie chce im się.

    Lecz niestety nie tylko zakazy ograniczają.

    Pewien chłopak trenował street workout ponad 2 lata. I zabrał się za to porządnie, aż za.
    W te wakacje przetrenował się – zwyrodnienie nadgarstków. Powiedziano mu, że nie będzie mógł więcej ćwiczyć. Wysportowany, z ambicjami, pracowity, nieodpuszczający.
    Upadek na Duchu. Co wtedy można?

  • kartofelek007

    A czy ten chłopak widział film „Siła spokoju”? Bardzo mu się przyda. Najlepiej jakby sobie poczytał też książkę.
    Ja bardzo mocno trenując dostałem małej kiedyś przepukliny. W necie naczytałem się, że to masakra, właściwie nigdy nie powinienem z tym trenować. Umierałem w myślach. Odwiedziłem kilku chirurgów i jak się okazało, za każdym razem słyszałem tylko, że aż tak bardzo nie trzeba się martwić – po prostu mam bardziej uważać. No to tak robię :)
    Podobnie z kolanami. Gdy kończyłem usg, usłyszałem od lekarza przyczynę, czemu mnie bolą. Powiedziałem, że ponoć to można wyleczyć. Stwierdził, że wątpi w to. Małe stwierdzenie, a dało mi po głowie. Potem na szczęście trafiłem do pewnego fizjoterapeuty. Opowiedziałem mu co powiedział tamten lekarz. Stwierdził, że głupek i nie ma co biadolić. Ludzie z większymi problemami wygrywali maratony.
    Kwestia podejścia?
    Nie twierdzę, że ten chłopak będzie dalej fikał koziołki jak kiedyś. Ale czy od razu musi zrezygnować ze sportu totalnie, bo jakiś lekarz coś tam powiedział? Myślę, że on sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie.
    W sumie to trochę podobny przypadek jak do mnie i bohatera wspomnianej powyżej książki. Takie sytuacje sprawiają, że otwieramy się na inne rzeczy. Nie mogłem trenować na siłowni, więc bardziej otworzyłem się na trening w parku. Chłopak ma problemy z nadgarstkami. A może to znak, by spróbować czegoś innego – np bardziej polubić rower, deskę czy np. basen. Może też czas najwyższy by ćwiczenia w parku tak nagiąć, zmienić, by były dla niego bezpieczne? „Ale przecież nikt tego dotychczas nie robił”. I co z tego. W sumie nawet teraz wpadło mi kilka ćwiczeń w których nadgarstków w ogóle bym nie używał. Nie mówię tutaj o lamusowych! wejściówkach, ale kilka wariantów dało by się wymyślić. Nadszedł czas by ruszyć makówką – a to nie łatwa sprawa.

  • Tomasz Wojciechowski

    Witam czy mozna skontaktowac sie z Toba w sprawie treningu skazanego??jesli tak prosze o podanie emaila kontaktowego.pozdr