Miła niespodzianka

Opiszę wam fajną rzecz.

Czasami kursanci pytają się mnie czemu nie pójdę gdzie indziej. Przecież w obecnej pracy wykładowcy nie zarobię tyle co w jakiejś dużej firmie.

Każdy kurs podzielony jest na 5 jedno tygodniowych modułów. Najczęściej jeden wykładowca prowadzi jeden, może dwa moduły na kurs. Czasami też – tak jak to się stało ostatnio – trafiają się przypadki, że prowadzi się trzy moduły. Trzy tygodnie, każdy dzień po 8 godzin, do tego czasami trochę po godzinach. Całkiem sporo czasu. Ludzie mogą się przez taki czas przyzwyczaić do siebie. I się przyzwyczajają…

Przez trzy tygodnie kursu dzień w dzień tłumaczyłem swoim wychowankom tajniki frontendu. Uczyliśmy się html, css, scss, je, e6, jakiś gulpów, webpacków itp. Ogólnie spora dawka wiedzy, która im się w tej branży przyda.
Osobiście nie uważam się za jakiegoś wybrańca i nie chodzę po korytarzach jak zadufany kogut „bo jestę frontendowcem”. Praca jak praca. Czy to w markecie wykładanie produktów na półki, czy w parku zgarnianie liści, czy robienie gofrów w zoo – każdy z nas chce zarobić na chleb i robimy to na różne sposoby. Nie ma co innych traktować z góry, bo siedzenie cały dzień na dupie przed monitorem wcale takie super nie jest. Kręgosłup siada, hemoroidy się odzywają, wzrok ponoć też (chociaż to ponoć nie jest prawdą). A i jeszcze jak trafisz na nędznego przełożonego, który jest jednym z tych „lepszych”… Ogólnie bywa różnie.

Prowadząc takie kursy staram się być sobą. Pierwszy moment – niepewność – jak to będzie z nowymi osobami. Ale wydaje mi się, że dość szybko wskakujemy na właściwy tor. Staję się normalnym cieciem, który lubi żartować, a który ma też swoje nawyki.
Przez te trzy tygodnie wyjaśniając różne tajniki często pokazywałem różne przykłady. Starałem się robić to tak jakbym nie miał kijka w tyłku. Gdy pokazywałem przykład ze stylowaniem elementów w galerii zamiast wrzucać poważne zdjęcie poważnych ludzi ze stocków z podpisem na zdjęciu „wielce poważny projekt”, wrzucałem zdjęcie mojego psa podpisany „nieznany pies nie wiadomo jaki”. Czasami też wybierając kolorystykę dla różnych elementów mówiłem głośno do siebie „ok, to teraz wybierzmy tutaj jakiś ładny kolor”. Nie wiem czemu (a w zasadzie wiem – bo moja łepetyna ma małą pamięć) praktycznie zawsze trafiało na jeden z nielicznych kolorów CSS, którego nazwę jestem w stanie zapamiętać – „tomato” (znam jeszcze orangered). Przy kolejnych zadaniach gdy pytałem się grupy jakiego koloru użyjemy, śmiejąc się odpowiadali – a jakże – „tomato”.

Na moim laptopie ustawiłem sobie stworzona przez siebie tapetę, przy której wzorowałem się bardzo popularną grafiką wśród frontendowców. Kupujesz taki kubek i z automatu masz +5 do zajebistości w naszej branży. No a że ja lubię być zajebisty, zamiast kubka ustawiłem sobie podobną tapetę na pulpicie.

A po co to opisuję?
A bo właśnie w piątek mieliśmy ostatni dzień, który kończył się egzaminem i warsztatami. Normalny dzień, który rozpoczął się niezwykle.
Grupa zebrała się przy moim biurku i kazała mi odpalić jakiś skrypt, który wcześniej stworzyli:

const marcin = {
    name : 'Marcin',
    status : 'super'
}

function dziekiDzieki(ob){
    let dzieki = 'dzie-ku-je-my';
    let dzieeeki = dzieki.split('-').map(function(el) {
        el += el.charAt(el.length - 1).repeat(3);
        return el;
    }).join(' ');
    console.log(`${ob.name} - ${dzieeeki}!!!!!!`);

}

dziekiDzieki(marcin);

W konsoli pojawił się napis „Marcin – dzieeee kuuuu jeeee myyyy!!!!!!”.

Magia prawda? Magia tym większa, że użyli różnych technik, którymi zajmowaliśmy się za zajęciach. Żartem odpowiedziałem „zaraz, zaraz. Jakie polskie nazwy zmiennych? Co to ma być?!”.

Dodatkowo kursanci wręczyli mi koszulkę. Czarna, dopasowana pod mój rozmiar (jednak kobiety mają to oko). Z przodu widnieje grafika – taka sama jak na moim pulpicie. „CSS IS AWESOME” pisane czerwonym kolorem. W zasadzie nie czerwonym. Bardziej tomato.

Takie chwile są cenniejsze niż nie jedna sumka…

Komentarze

  • Urszula Mączak, Katowice

    Tak się zachowują ludzie wtedy kiedy otrzymali inspirację, wiedzę i oświecenie…dla Ciebie bezcenna chwila, dla nich bezcenny belfer!
    Wspaniały wpis, aż miło poczytać jako odskocznia od nauki JS a jednocześnie być w temacie kodowania, ale z innej strony :D