Napalm informacji

Pies popatrzył w lustro. Siwa bródka może nie świadczyła o młodości, ale nadała szlachetności i wskazywała na doświadczenie. Przynajmniej teraz złe charaktery będą czuły respekt do super bohatera.

 

– Co tam u Ciebie?

– Wszystko ok, a u Ciebie?

– Też ok.

– Aha no to fajnie.

– No to cześć.

– No to cześć.

Gdy po pięciu latach znajomy spyta cię co u ciebie, najczęściej usłyszy odpowiedź „po staremu”. Człowiek chciałby opisać wszystko co się wydarzyło przez ten czas, ale nie za bardzo się da. Może to i lepiej? Bo co obchodzą innych szczegóły naszego życia. Każdy ma swoje problemy, swoje sprawy na których musi się na co dzień skupiać.


Po powrocie z Chorwacji czuję jakiś niepokój. Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku. W pracy naprawdę spore luzy. W domu dokupiłem dodatkowe karnisze, nowy dywan, fotel, dzięki czemu mieszkanie nabrało tego przyjemnego ciepła. Pogoda zaczęła się psuć, ale to nic co by nas zaskoczyło. W końcu zbliżamy się do miesiąca skorpiona – wszystko powinno być chamskie, ponure i najlepiej bez pytania dawać z plaskacza w pysk.
Kumple cacy, pies bardzo grzeczny (…), z kasą człowiek nie ma co robić. Żyć nie umierać.

A mimo tego wszystkiego, gdzieś we wnętrzu czuje jakiś niepokój.

 

Jakieś dwa lata temu w jednej z dyskusji stwierdziłem, że obecny internet za kilka lat się skończy. Facebook, Google itp media znikną jak znikały inne serwisy. Czemu? Bo ludzie nie tylko znudzą się ich formą, ale i potrzeba im będzie coraz więcej bodźców.

Kiedyś wystarczyła jedna książka, którą spokojnie się czytało w domowym koncie. Gdy naszły czasy Googla, ludzie zaczęli być rządni coraz większej ilości informacji. Skondensowanej informacji. Nie wiem czy wiesz, ale jedną z podstawowych zasad tworzenia stron internetowych jest ta, by nie dawać długich tekstów. Ludzie i tak nie będą czytać. Przeglądając internet tylko rzucamy wzrokiem. Cyk, pryk, maksymalne 3 sekundy, następna zakładka, kolejne maksymalne 3 sekundy. Nieustająca walka z czasem, którego mamy coraz mniej.

Ale przeglądanie tekstu wzrokiem też z wolna przestaje nam wystarczać. O wiele łatwiej odpalić film w zakładce i niech ktoś za nas czyta. A najlepiej niech wszystko za nas zrobi. W jednej zakładce jeden film, w drugiej drugi, gdzieś obok jakaś prezentacja. Kolejne bombardowanie informacjami. Może za kilka lat filmy przestaną nam wystarczać i przejdziemy na bombardowanie bezpośrednimi domózgowymi impulsami? Domózgowe informacyjne narko. Widok podłączonego w potylicę zaślinionego małolata nie będzie niczym szczególnym…

 

Ostatnio mój znajomy pokazał mi jakieś live.ly. Coś jak jakieś snapchaty czy podobne dziwactwa. Nie znam się na tym, więc będzie to wypowiedź ignoranta, który narzeka na duch czasów. Kiedyś zrobiłeś sobie zdjęcia, wrzuciłeś w klaser, a gdy przychodziły mroźne dni, brałeś ukochaną osobę i przy szklance gorącej czekolady czy kawy wspominałeś fajne chwile. Te kilka zdjęć może nie miało takiej jakości jak dzisiaj, może nie były w gigabajtowych ilościach, ale może właśnie dzięki temu miały taką wartość? Tak patrzę na wszystkie dzisiejsze serwisy i nie widzę tego. Udostępniamy informacje. Non stop. Nie ważne komu. Liczą się polubienia. Miliony zdjęć, setki filmów. Najlepiej wszystko. Wciąż. W każdej sekundzie. Dzisiaj jadłem kanapki. Wczoraj byłem na spacerze. Wieczorem będę się kąpał. Oh.

Facebook ostatnio coraz bardziej idzie w stronę Snapchata, bo przecież pisanie staje się coraz bardziej „not cool”. Kto by czytał teraz książki. Teraz wszystko robi się za pomocą filmów i zdjęć. Musisz wysyłać. Musisz się dzielić. Pokazywać swą zajebistość. Ktoś cię polubi, będziesz przez sekundę trochę sławniejszy.

Tak czy siak. Mogę sobie tak narzekać, pisać, bredzić. Czasami odczuwam, że ten napalm informacji i mnie niemiłosiernie daje po głowie. Książki do przeczytania zalegają na półce. Blogi leżą odłogiem, rysunki czekają na powstanie. Ale to może jutro? Dzisiaj muszę przejrzeć „walla”. Może pojawiły się nowe ciekawe wpisy. Ze świata. Nowe. Na pewno ciekawe. Świeżutkie informacje. Porcja upragnionych bitów. A może ktoś mnie polubił? A może ktoś do mnie napisał? A jak nie? Spoko. Czuwanie powtórzymy jutro.

„A może tak by jebąć to wszystko w piździet i wyjechać w Bieszczady?” Ewentualnie zacząć odwyk. Od dziś.

 

Komentarze