Nigro dziurka

Mój pies ma już ponad 8 lat. Jej broda już od jakiegoś czasu wskazuje, że zaczęła wchodzić na Ultra instynkt.
Wystarczy, że Szamson spojrzy na mnie czy to z pięciu, czy dziesięciu metrów a ja od razu wiem co jest na rzeczy. Jak się czuje, czy jest głodna, czy chce się bawić, czy jest chora, smutna itp. Niedopowiedziane, nieopisane zwroty, które wcale takimi być nie muszą. Żadnego słowa nie powie (bo z lamusami nie gada), ale komu to potrzebne.

Kilka dni temu wróciłem z majówki na Chorwacji. W czasie całego wyjazdu nie udało mi się zrobić żadnego zdjęcia. Podczas poprzednich wyjazdów skupiałem się na klikaniu kolejnych fotek. Wracałem do domu, przegrywałem je na dysk, a potem w zasadzie o nich zapominałem. Katalog ze zdjęciami się rozrastał, a ja nigdy go nie przejrzałem – a i wiem, że nie przejrzę, bo zwyczajnie mi się nie chce.

Spacerując i delektując się odwiedzanymi miejscami dałem się wykazać kumplom. Mają lepsze telefony z lepszymi aparatami, a i zwyczajnie robią o wiele więcej zdjęć.
Gdy kumpel szedł w dane miejsce, zawsze gdzieś między słowami pojawiało się stwierdzenie, że musi tam iść, by zrobić kolejną fotkę. Zapytałem go co właściwie z tymi zdjęciami robi. W odpowiedzi powiedział mi, że wrzuca to na kolejne karty pamięci, które potem trzyma w szufladzie. Może kiedyś na starość usiądzie przy szklance kakao, odpali holograficzny wyświetlacz czy podłączy jakieś kable do głowy i będzie wspominał jak to kiedyś było.

No i widzisz panie Marcin. A ty nie będziesz miał co wspominać. Bo ja wiem. Z lat dzieciństwa, letnich obozów, wypraw do lasów i podobnych nie mam zbyt wielu zdjęć. W zasadzie ani jednego. Nie przeszkadza to mi mieć wspaniałych wspomnień. Pewnie większość wypaczonych, mocno podkolorowanych. Ale komu to przeszkadza…

Swego czasu siedziałem sobie na Sympatii. Wiecie – portal dla szukających drugiej połówki. Szybko zdałem sobie sprawę, że coś z całym tym tematem jest nie tak. Niby człowiek rozmawia, ale wszystkie te rozmowy są jakieś takie miałkie, błahe, tak jakby czegoś im brakowało. Po tysięcznej rozmowie rozpoczynającej się od podobnych słów (co tam) człowiek zaczynał się zastanawiać czy aby przypadkiem nie stał się głuchy, bo każdego interesuje co u niego słychać. A co niby ma być słychać? Jakaś przyjemna muzyka w głośnikach? Dzieciaki w pobliskiej szkole? Warczący pies? Syrena samochodu za oknem? Czy to są aż takie ważne rzeczy by o nich pisać? Jasne. Wydurniam się. W realnym życiu olewa się takie tematy, bo wszystko to dzieje się automatycznie. Co tam? Rozmówca wzdrygnie ramionami i nic więcej nie musi robić byś wiedział wszystko.

Panie Marcin – a właściwie skąd taki dziwny tytuł tego wpisu?
Mam wrażenie, że rozmowy przez komunikatory w wielu przypadkach (jak nie we wszystkich) przypominają rozmowy przez dziurkę od klucza. Niby czytasz to co pisze ci rozmówca, ale równocześnie podczas takiej rozmowy zatracasz całą niewerbalną komunikację (a i często równocześnie koncentrujesz się na kilku innych rzeczach). Może rozmówca jest chory? Może nie w humorze? Może ma złamaną nogę? Dopóki ci tego wyraźnie nie napisze, będziesz na to ślepy.
Niektórzy mają tysiące znajomych na FB. Nie oszukujmy się – nie da się przejmować życiem każdej takiej osoby z osobna (no chyba że masz to nieszczęście, że ważniejsze dla ciebie jest zajmowanie się życiem innych). W gruncie rzeczy poza tymi najważniejszymi dla nas osobami, cała resztę ma się w czarnej du…

Nigro dziurce.

Komentarze