Miłość

Czym jest miłość zapytał Fantomas gładząc sierść Samsona. Leżący na kolanach super pies lekko zamerdał ogonem. Fantomas spojrzał w górę na gwiazdy, mimowolnie wylewając z siebie potok słów:
– miłość jest wtedy gdy radujesz się z drugą osobą
– miłość jest wtedy gdy cierpisz z drugą osobą
– miłość jest wtedy, gdy szanujesz odmienność drugiej osoby

Zamyślony bohater nie zauważył jak Samson przyniósł mu do zabawy pluszowego zwierzaka, który najwyraźniej przeżył już nie jeden zamach na swoje życie.
Z wolna spojrzał w dół na zachęcającego do zabawy super psa.
– Masz rację przyjacielu. Miłość jest wtedy, gdy drugiej osobie coś ofiarowujesz. Nawet zwykłego wytłamszonego pluszaka.

Ludzkie zoo

Stoisz, czekasz, aż wreszcie przychodzi twoja kolej i kupujesz upragniony bilet wstępu do zoo. Dobrze – wydatek rzędu 14zł może do najtańszych nie należy, jednak na taką ekstrawagancję można sobie raz do roku pozwolić.
Zaczynasz zwiedzanie.
Podchodzisz do pierwszej klatki, patrzysz na tabliczkę i czytasz „małpy”. No, no. Myślisz sobie – całkiem przyjemne zwierzątka.
Idziesz dalej wchodząc na teren ornitologii. Pierwsza klatka którą zwiedzasz swym wzrokiem zawiera papugi. Pięknie wyglądające ptaki, z równie pięknym upierzeniem. Kolejna klatka – nieco skromniejsza to miejsce przebywania kuraków – a dokładnie kogutów. Także specyficzne zwierzątko.
Kolejne minuty upływają Ci na spokojnym spacerze wśród kolejnych zwierzęcych pseudo domów. Widzisz psy, hipopotamy. Możesz też zauważyć krowę czy poczciwe lemingi.

Wkrótce trasa zwiedzania się kończy, a ty witasz wyjściową bramę tego miejsca.
Wsiadasz do autobusu i dojeżdżasz nim do centrum. I wtedy dostajesz obuchem w głowę. Właśnie bezsensownie wydałeś 14 zł. Rozglądasz się w około i widzisz te same zwierzęta – tylko na wolności. Pchające się w autobusowych przejściach grube świnie, obleśnie stąpające krowy, małpy, nie mające własnego zdania papugi czy dumnie kroczące koguty (musowo z płaskimi okularkami na nosie i postawionymi na żel włosami) – otacza cię istny zwierzyniec. Tylko że zwierzęta w zoo mają swoje charakterystyczne cechy. Papugi mają ładne pióra, krowy mają ciapki, a małpy tu i ówdzie futerko. Są specyficzne – i przez to ładne. A ludzie? Ludzie tylko udają. A że im to nie za bardzo wychodzi, więc zamiast urody pozostaje tylko żal…

Wielka mała wyprawa do kina

Czasami musimy skupić się na obowiązkach a przyjemności zostawić w koncie.

W pracy jak na nieszczęście tuż przed wyjściem trafił się problem, który mógł rozwiązać tylko Marcin. Tak to już jest jak robisz coś, o czym nie masz pojęcia. Dać się da, ale nie tędy droga. Szybko rozwiązałem „zadanie”, po czym szybkim krokiem wyszedłem w kierunku przystanku. Jak zwykle jestem spóźniony… Gdyby chociaż tak raz być gdzieś na czas?

Pod Arkadię udało mi się dostać 2 minuty przed godziną „zero”.
Moja starsza siostra miała umówione spotkanie, jej niania trochę nawaliła, więc dobry brat zadeklarował jej pomoc w tymczasowej opiece nad swoimi siostrzeńcami. Wiesz – jak się ma 28 lat to spotykanie „nowych” ludzi nie sprawia problemu. Jednak gdy tych lat jest o 24 mniej, wtedy taki problem może się pojawić. I tego się nieco obawiałem.

Zabrałem dzieci do kina na bajkę o … klopsikach? Wejście do sali i pierwszy problem. Amelka znikła mi z pola widzenia w ciemnej sali, a mały Ptynio stwierdził, że boi się ciemności i nie chce wejść do środka. Męska rozmowa dodała mu odwagi.

Usiedliśmy blisko ekranu by dzieci dobrze się bawiły. Kolejny zonk. Film dla dzieci, typowa bajeczka dla najmłodszych, a debile z kina puszczają reklamy proszków, jakiś horrorów i tańczącego Michaela. Nie dość że takie zapowiedzi na pewno bardzo interesują najmłodszych widzów, to na dodatek głośność tej części seansu była tak duża, że nawet ja ledwo wytrzymywałem. Zakryłem narzekającemu Ptyniowi uszy i jakoś przeczekaliśmy do filmu (chociaż było ciężko). Znowu nieco narzekania że wolimy wrócić do mamy, ale gdy bajka się zaczęła, było już dobrze.

Człowiek uczy się na własnych błędach. Jednym z takich lekcji było to, że nie warto zabierać dzieci na seans 3D. Bo co to za przyjemność oglądać film nieco rozmazanym. Fakt – jak się używa okularów jest całkiem fajnie, ale dzieciaki wolały z nich nie korzystać… W sumie – po pewnym czasie sam stwierdziłem że może to i dobry pomysł.

Bajka była całkiem przyjemna. Dzieci dobrze się bawiły, a wraz z nimi i ja.

Wracamy do domu. Kolejne zamieszanie. Franuś sam wychodzi z sali, Amelka gdzieś się krząta, a sam Marcin wcale nie gorzej zagubiony we własnych pakunkach.

W końcu jakoś się pozbieraliśmy, ale przez ten cały galimatias zgubiłem telefon. Środek centrum, Amelka płacze bo Franek zabrał jej paczkę z chrupkami, mi z plecaka wysypują się rzeczy, a na dodatek ten mój piekielny telefon gdzieś wsiąkł. Misja numer jeden – nie panikować. Misja numer dwa – zbieramy dzieciaki w jedno miejsce, wyjaśniamy sytuację po czym wracamy odnaleźć plastikową zgubę. Na szczęście pan przy kasie znalazł mój telefon, więc mogłem zadzwonić do Błażeja by przyjechał po swoich małych łobuzów.

Tak – pół godziny z dzieciakami w dużym centrum? Co ja niby mam z nimi tutaj robić? Chodzić po sklepach z ubraniami?

„Rób z nimi co chcesz. Pozwiedzaj czy coś tam. Ale pod żadnym pozorem nie wchodź do Smyka” – słowa mojej siostry przypominały mi teraz mądrości Mistrza Yody.

„Wiesz Amelko. A może pójdziemy popatrzeć na zabawki?” Zbliżając się do „zakazanego jabłka”, wziąłem głębszy wdech. Raz kozie śmierć powiedziałem sobie w myślach, po czym wspólnie przekroczyliśmy bramy „piekła”.

Eh. Nie lubię takich miejsc. Ok – dzieciaki mają tutaj całkiem fajnie. Ale takie ceny? Rozumiem by za zabawkę dać 10-20 złotych. Ale tutaj nie sposób było znaleźć zabawkę poniżej 70 zł. Niestety bogaczem nie jestem. Zresztą nawet jakbym był pewnie bym nie wydawał na takie „badziewie” takich drakońskich sum. Niestety dla maluchów określenie „cena” nie istnieje. Starsza Amelka dała się dość szybko przekonać, że lepszym pomysłem była by zmiana sklepu, bo tam za cenę jednej lalki moglibyśmy mieć 10 lepszych. Jednak Franuś alias Ptynio wybrał sobie już prezent który wujek mu kupi. I pewnie bym kupił, gdyby nie ta cena… 199zł za kawałek plastiku? Gdyby to chociaż było dobrze wykonane, albo było jakieś takie „lepsiejsze” (chociaż gdy pomyśleć to w nie powinienem oceniać co jest dobre a co nie, bo przecież nie mam 3 lat). Wszystkie triki dozwolone? Proszę bardzo. Niestety nic nie skutkowało.

Sytuacja podbramkowa. Wujek kupi – Franuś będzie szczęśliwy. Wujek nie kupi – Franuś zrobi mini aferę na środku sklepu.

„Ale Franuś – Wujo nie ma przy sobie pieniążków”

„Ale ja mam.” Wkłada rączkę do kieszonki kurtki i wyciąga 2 kasztany…

W końcu wymyśliłem jak to obejść. Podszedłem z Franusiem do pani ekspedientki. Puszczając jej oko, głośno poprosiłem ją by nam wybraną zabawkę wysłała pocztą. Dzięki temu nie będziemy musieli jej dźwigać do domu. Franuś był zadowolony, więc i  ja byłem zadowolony. Mimo że nieco mnie zasmuciło to kłamstwo, musiałem tak zrobić. Taki „mini kompromis” – ale to już pozostanie naszą tajemnicą – dobrze kobieto?

Wracając do domu postanowiłem, że dotrzymam słowa i pewnego dnia Franuś i Amelka dostaną wybrane zabawki.

Zasypiałem z uśmiechem na twarzy. Kurcze – ja to mam dobrze…

Nowy rok

Stary rok po woli dobiega końca. Już za kilka godzin spakuje walizki i uda się na zasłużoną emeryturę, tak samo jak to zrobił żółwi mistrz z Kung fu Panda.

– W jednym ręku z lampką wina, w drugim z tabliczką czekolady szykuję się do nowego roku.

Poprawiając muchę i smoking Fantomas odwrócił się od lustra.
– I jak przyjacielu – myślisz, że brzmi dobrze?

Samson super pies przytakując lekko zamerdał ogonem.

Wigilia

Przywdziawszy swoją maskę, Fanthomas przystąpił do działania. Minuty pędziły swoim tempem sprawiając, że zapowiedziana wigilia ze znajomymi zbliżała się wielkimi krokami. Krok za krokiem, a raczej sus za susem nie ułatwiały sprawy.
Sprawna wymiana ciosów sprawiła, że w niedługim czasie dwa talerze zapełniły się smakowitymi kanapkami.

Nastała godzina 0 – tylko z nazwy. Wojna klonów została zakończona, złowieszczy meteoryt ominął naszą planetę, Gargamel wyprowadził się do bardziej spokojnej okolicy, gdzie nie nawiedzały go już więcej niebieskie poczwary.

Goście zaczęli się schodzić.
I właściwie na tym kończy się ta opowiastka. Czas zasiąść do stołu.

Choinka

Zegar odliczający dni do końca roku najwyraźniej nieco się zepsuł. Coraz szybciej pędzące sekundy nie ułatwiały Fantomasowi działania.

Pojedyncza bombka upadła na podłogę rozsypując się w drobny mak. Nic. Kolejna powtórzyła ten wyczyn. W myślach kartofelek przywołał się do porządku.
Kolejne ozdoby trafiały na gałązki choinki. W międzyczasie w głowie Fanthomasa zaczęły obracać się kolejne trybiki…
Niedaleko niego siedział zaciekawiony pomocnik Fanthomasa – super Samson, słuchając skierowanych w niewiadomym kierunku słów:

– Dobrze gdybym nie musiał każdej bombki z osobna wiązać na gałązkach. Może ktoś by wymyślił jakieś klipsy czy coś? Wtedy takie strojenie było by o wiele szybsze i łatwiejsze.
– Można by jakoś przyśpieszyć, może nawet zautomatyzować cały ten proces.
W głowie kartofla ukazał się widok przyszłości, w którym po jednym naciśnięciu przycisku pojawia się holograficzna choinka, a wszystko w koło samoistnie się przystraja.
– Kurcze – ale czy o to w tym wszystkim chodzi? Nie mamy czasu by ugotować sobie obiad do pracy. Nie mamy czasu by przystroić choinkę? Nie mamy czasu by wyjść z psem, by zrobić zakupy, by przygotować się odpowiednio do świąt?
– Wiesz piesku – szkoda, że coraz częściej nie mamy czasu na własne życie.

Ostatnie świecidełka trafiły na choinkę. Fanthomas lekko się uśmiechnął. – Myślę stary, że odwaliłeś kawał porządnej roboty.