Spotkanie

Krakowskie przedmieście. Dwie postacie siedzą naprzeciwko siebie przy małym stoliku w małej kawiarence. Patrzą na siebie nawzajem.

– Myślisz, że to dobre miejsce na spotkanie?
– Myślę że całkiem udane.
– O czym chciałeś ze mną porozmawiać?
– Właściwie o niczym szczególnym. Chciałem cię po prostu zobaczyć.
– Znowu mnie zwiodłeś.
– Tak – ale przecież Ty o tym wiedziałaś.
– Wiedziałam.

W około spacerują ludzie. Świat żyje swoim spokojnym życiem. Słońce po woli zaczyna chować się za horyzont.
Widzisz kobieto. Nie powinienem tego mówić, ale chyba… chyba się potknąłem.

Kobieta siedzi dalej nic nie mówiąc.

– Starałem się. Naprawdę. Dawałem z siebie bardzo dużo. I nagle – tak jakby skończyła mi się energia. Wiesz. Wmawiam sobie żeby wziąć się w garść. Stosuję wszystkie techniki których mnie uczyłaś. Ale teraz wszystko zawodzi. Wszystkie chęci mnie opuściły pozostawiając pustkę. Uśmiecham się robię to co robiłem wcześniej – i zupełnie tego wszystkiego nie czuję. Tak jakbym się zawiódł na życiu.
Facet, mężczyzna powinien by silny. Tak zawsze mi mówiono. Tak zawsze mnie uczono. Powinieneś być jak dąb. Nic cię nie powinno ruszać. A nawet jak coś złego zacznie się dziać w twoim życiu, powinieneś mężnie stanąć naprzeciw tym wszystkim przeciwnościom. I je po prostu usunąć nie uginając się nawet na chwile.
Tylko że ja tego nie czuję. Zawiodłem Cie. Wiem. Przykro mi że nie jestem mężczyzna takiego jakim mnie oczekiwałaś.

Wiesz. Czasami chciałbym by ktoś to wszystko jakoś docenił. Czasami chciałbym móc komuś to wszystko opowiedzieć… Zaciskam pięści, zaciskam żeby, ale to wszystko jest tylko we mnie – we mnie i dla mnie. Przykro mi że cię zawiodłem.

Z lekkim uśmiechem na twarzy kobieta siedzi dalej.

– Nachyl się tutaj. Widzisz to?
– Roślinkę w doniczce?
– Nie – patrz uważniej.
– Biedronka wspina się na jej szczyt.
– Tak. Widzisz z jakim trudem jej to przychodzi? A mimo to wciąż się wspina.
Wiesz jaka jest różnica między tą biedronką a Tobą?
– Wiem. Ona wciąż walczy z przeciwnościami, a ja podupadłem. Nie mam już sił by walczyć.

– Widzisz. Różnica jest nieco inna. Gdybym chciała być z walczącą biedronka, wówczas pewnie poślubiłabym pana walecznego biedronkę. Ale ja nie chce biedronki. Chce mojego mężczyznę. Mężczyznę który czasami się potyka. Który czasami zaczyna wątpić w swoje siły. Mężczyznę który czasami potrzebuje wsparcia by móc dalej prowadzić swoją walkę.
Tak zostaliśmy stworzeni. Nie jako ideały. Zostaliśmy stworzeni jako istoty z wadami. Czy gdybyśmy byli ideałami to moglibyśmy się rozwijać?

W około spacerują ludzie. Świat żyje swoim spokojnym życiem. Słońce po woli zaczyna chować się za horyzont.
Dwie postacie siedzą naprzeciwko siebie przy małym stoliku w małej kawiarence. Nic nie mówią.
Może następne spotkanie zorganizujemy zupełnie gdzie indziej?

– Gdzie tylko będziesz chciał.
– Znowu cię zwiodę.
– Znowu dam się zwieść

Mężczyzna wyciąga rękę i obejmuje dłoń kobiety. Dwie postacie znikają jakby nigdy nie istniały.

Śmietnik

Zmęczony po ciężkiej nocy (w której walczyłem z najróżniejszymi bestiami chcącymi wedrzeć się do naszego świata) wstałem jak zwykle wczesnym rankiem. Zimny chlust na twarz, smakowity omlet oraz hałaśliwa śmieciarka za oknem szybko uświadomiły mi, że moje nocne starcie się skończyło…

Wsłuchując się w audiobooka zająłem się rozpracowywaniem kolejnej super trudnej krzyżówki. Poranny relaks.

Odnowiony, zamknięty na klucz śmietnik miał uniemożliwić innym wyrzucanie śmieci do nie swojej altany. Nic to nie dało. Nie możesz dostać się do środka? Wyrzuć przed śmietnik.

Wciąż narzekamy, że w około tylko syf i brud. A przecież to my sami jesteśmy winowajcami. Nie ja. Nie ty. Nie on. Ona, ono – to tylko głupia odmiana. Tak naprawdę to właśnie my jesteśmy winni. Wyrzucona torba rozsypała swą zawartość na część podwórza. Kolejny poranek przywitała zasyfiona okolica.

Dopóki nie nauczymy się żyć w czystości… Dopóki nie nauczymy się dbać o otaczający nas świat… Dopóty będziemy żyli w syfie. I dalej będziemy narzekali na innych. Bo to nie ja…