Rozkminki

Istnieje teoria mówiąca o tym, że Wszechświat nie ma początku.
No dobrze. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę możliwość istnienia Wielkiego Wybuchu. Co było przed Wielkim Wybuchem? Nic. A to nic skąd powstało? Może to nic też miało swój początek? A przed nic było inne jeszcze większe nic? A może małe nic. Wcale nie jest powiedziane, że nawet w teorii z Wielkim Wybuchem tak łatwo da się określić początek „Wszechświata”.

Mega trzepak i koligram marchewki

W końcu wybudowali nam Mega trzepak, czyli plac do prawdziwego ćwiczenia.
Spokojnie można powiedzieć, że jest to jedna z nielicznych udanych inwestycji. Tak bardzo udanych, że czasami w letnie dni nie idzie tam trenować. Liczba dzieci, które obsiadają wtedy poszczególne drabinki częstokroć bije wszelkie normy i człowiek czuje się jak w prawdziwej dżungli. To dobrze. To dobrze, ale także pokazuje wyraźnie, czego tak naprawdę chcą nasze pociechy. Żadnych tam „szwedzkich standardów” które polegają na zaserwowaniu im bezpiecznej deski i kawałka opony coby się nie mogły uderzyć.

2 miesiące później…

Zabrałem się do roboty.
Wmontowałem długie rozciąganie w mój nowy trening. Trzy serie podciągania i pompek, a między nimi spokojne, długie rozciąganie przy akompaniamencie nastrojowej muzyki. Tak – troszkę to się różni od forsownego treningu, jaki kiedyś stosowałem. Ale jest to całkiem przyjemne.

Dzień po dniu przychodziłem do parku i zajmowałem „maszynkę do rozciągania”. W domu tego treningu nie robiłem. Nie tylko człowiek łatwo się dekoncentruje, ale zaraz znajduje najróżniejsze wymówki.

Dzisiaj po raz kolejny poszedłem do fizjoterapeuty. Powiedział mi, że nie muszę już do niego przychodzić. Pozostało mi kontynuować rozciąganie. I tam mam zamiar robić. Bo nie tylko fajnie się tak trenuje, ale człowiek czuje się o wiele, wiele lepiej.

W zasadzie teraz powinienem udać się do lekarza, który robił mi USG. Gdy powiedział mi co mi dolega, odrzekłem, że w Internecie czytałem, że z tym schorzeniem można walczyć za pomocą ćwiczeń. „Wątpię” odrzekł. Ale ja nie wątpiłem.

Ale też nie róbmy ze mnie super bohatera, który pokazał światu jak walczyć z chorobą. Moje nawracanie trwa dalej. Jest o niebo lepiej niż w styczniu, ale też nie ma tego co porównywać z formą sprzed 2 lat. Ja tam się cieszę, bo wszystko wskazuje na to, że w lato będę mógł chodzić i jeździć na rowerze. A w to właśnie celowałem…

Wyniki badań

W końcu trafiłem do fizykoterapeuty. Jak się okazało problemy z moimi kolanami wynikają nie tyle z głupich ćwiczeń, co głównie z małego płaskostopia które mam, oraz tego, że za szybko rosłem. Wszystko to sprawiło, że moja normalna sylwetka nie go końca jest taka, jak być powinna. Te mini przesunięcia sprawiają, że moje kolana są na co dzień za bardzo przeciążone. Dodatkowo jak się okazało mam za mało rozciągnięte czworogłowe i dwugłowe (uda i podudzia). Zawsze mi się wydawało, że dobrze nad nimi pracuję, a tu taka niespodzianka. Powoduje to, że podczas zginania kolana (nawet podczas chodzenia) moje rzepki są za bardzo ciągnięte do góry (bo są właśnie przyczepione do czworogłowych), przez co wkraczają na teren, na którym ich nie powinno być. Następuje tarcie, które  powoduje powolną ich degenerację.
Ale to nie wszystko. Dodatkowo powyższe problemy z sylwetką sprawiły, że moja łękotka jest za bardzo obciążona – stąd mam ją nieco rozwaloną.
Ogólnie na operację to się nie nadaje, ale popracować trzeba. Dla mnie to i dobrze. Taka motywacja do walki o swoje.

Czemu właściwie o tym piszę? Stosujemy najbardziej popularne ćwiczenia, ale przecież nie wiem czy są one dla nas właściwe.
Gdybym od początku wiedział, że mam powyższe problemy, to nigdy pewnie nie robił bym żadnych przysiadów na jednej nodze, a zamiast tego o wiele bardziej skupił się na rozciąganiu. Pewnie zapisanie się na Jogę czy podobne były by bardzo wskazane. Zwykła, krótka wizyta do fizykoterapeuty, który zwróci nam uwagę nad czym mocniej a nad czym mniej pracować jest mocno wskazana. A potem jazda.

Kontuzje

Pomijając bark, ostatnimi czasy największe problemy miałem z kolanami. Któregoś dnia zaczęły mi mocno doskwierać. Wychodzą głupoty, które robiłem we wcześniejszych latach. Pół tony na suwnicy, przysiady z 200 kg. Bzdury totalne, zwłaszcza, że któregoś dnia wysiadasz z tego pociągu i praktycznie nic ci po tamtych czasach nie zostaje. No chyba, że wspomnienia czasów o których będziesz mógł opowiadać młodym adeptom. Zresztą – i tak ci nie uwierzą, co najwyżej wezmą cię za dziadka, który wymyśla głupoty (ileż to takich spotkaliśmy…).

Pal jednak licho siłownię. Największą głupotą jaką mogłem kiedykolwiek robić to tak lubiany przez amatorów (także mnie) przysiad na jednej nodze. W mojej prywatnej ocenie ćwiczenie to trafia na pierwsze miejsce najgorszych ćwiczeń w ogóle.
Jeżeli kiedykolwiek robiłeś to ćwiczenie z pewnością czułeś na jakie części ciała głównie oddziałuje. Nie mięsień pośladkowy, nie cała część mięśnia czworogłowego, a głównie okolice kolana.
Ostatnio z nudów ponownie przeglądałem atlas ćwiczeń kulturystycznych. Większość tych błędów jest tam całkiem dobrze opisana. Szkoda, że tak wiele osób kwestionuje wieloletnie doświadczenie ludzi, którzy całe swoje życie spędzali właśnie na treningu. Bo niby ich cele są nieco inne? Zresztą jak popatrzycie w moje wcześniejsze wpisy, zauważycie, że sam często kwestionowałem niektóre „teorie”. Taka ludzka głupota.

O swoich problemach z barkami już kiedyś pisałem. Zwie się to zespołem cieśni barkowej i wynika w głównej mierze z „pracy z kończynami górnymi nad głową”. Czyli tłumacząc na ludzki język – chodzi o podciąganie. Jeżeli chodzi o przysiady na jednej nodze, bo problem którym są sprawcą zwie się „konflikt udowo rzepkowy. Wynika głównie z przeciążenia i pracy w niestabilnych pozycjach. Niestabilnych, które wynikają z tego, że zamiast robić przysiady na dwóch nogach ktoś wymyślił, że będziemy robić na jednej. Warto sobie o takich rzeczach poczytać i wyrobić sobie własne zdanie co do niektórych ćwiczeń.