Prometheus

To moja pierwsza recenzja filmu, więc proszę być życzliwym dla mnie :).

Od razu mówię, że nie przygotowywałem się do tego tekstu. Nie znam nazwisk aktorów, nie znam jakiś soczystych szczegółów, które kryją się za omawianym tytułem. Nic z tych rzeczy. Nie jestem żadnym mada faka wielkim krytykiem filmowym, i nigdy się za takiego nie uważałem.
Mój tekst będzie jak zwykle tylko wylewem emocji.

Tyle odnośnie formalnych spraw. Zaczynamy podróż.

 

Prometeusz. Ah Prometeusz. Film bardzo skrajny, dzielący ludzi i ich opinie na dwie grupy. Od skrajnego hejtu bo uwielbienie.

Gdy skończyłem go oglądać, na mojej twarzy tkwił grymas. Kurcze. Nie tego się spodziewałem.

Większość scen w filmie to jakaś dziwna kpina scenarzysty, sprawiająca, że ze minuty na minutę wypływa coraz większy brak logiki. Operacje, po których od razu możesz wkraczać do akcji, androidy lubiące sadomasochistyczne wkładanie palców do szklanek, naukowcy, którzy są bezsensownie dobrani jak na taką wyprawę i zachowują się jak małe dzieci biegnące do piaskownicy… Kpina i ogólnie film dla dzieci, które pewnie nie zauważą tych błędów. Panie Scoot – tak się nie robi!.
Zawiódł pan fanów!

Następnego wieczora miałem do wykonania pewne zlecenie, więc nie było mowy o pójściu spać. Było już bardzo późno gdy zasiadłem do pracy, więc zrobiłem sobie więc małą szklaneczkę kawy (którą ze względu na problemy z jelitami ostatnio totalnie odstawiłem) i zacząłem pracę (swoją drogą tak mnie klepnęło, że do 5:40 byłem na chodzie). Nie lubię pracować na „sucho” więc postanowiłem w tle załączyć sobie jakiś film. Otworzyłem katalog ze swoją mini biblioteczką najlepszych dla mnie filmów i zacząłem wybierać coś co nadawało by się do kolejnego powtórzenia.

Alien 2. Wspaniały film, ale czuję się nieco zmęczony więc nie zdzierżę tego napięcia (zresztą znam już tam dialogi na pamięć.) Sherlock Holmes? Też całkiem fajny film. Ale jakoś nie mam chęci go oglądać. Może Goonies, Avatar, Taken, Peacefull Warrior? Wszystkie są wspaniałymi filmami, ale o tej porze nie miałem chęci oglądać tych filmów. Mój wybór padł więc jeszcze raz na Prometheusa.

Zmieniłem swoje podejście do tego filmu. Zamiast oczekiwać kolejnej części Obcego zacząłem oglądać Prometheusa jako coś nowego. Zauważyłem wtedy, że naprawdę bardzo przyjemnie mi się go ogląda. Zamiast oczekiwać kolejnego ciężkiego, „brudnego” hard-sf w stylu Obcego, oglądałem po prostu nowy film.

I to może właśnie jest powodem tego całego hejtu odnośnie tego filmu?

Po ostatnich filmach z serii AvP oczekiwaliśmy wreszcie jakiegoś dobrego filmu odnośnie „czarnych stworków”. Czegoś na wzór pierwszej czy drugiej części Obcego. R. Scoot nie mógł nas przecież zawieść – prawda?

Zamiast tego dostaliśmy film zupełnie inny. Film, który poza wspólnym uniwersum praktycznie w żaden sposób nie przypomina tamtych wybitnych dzieł. Ale wiecie co – naprawdę przyjemnie mi się „to coś” ogląda. Obejrzałem go więc jeden raz, obejrzałem drugi, obejrzałem też trzeci. A teraz mam ochotę obejrzeć go jeszcze raz. Czemu tak? Bo to dla mnie po prostu przyjemny film.

 

Jestem maniakiem Obcego. Uwielbiam tamte filmy. Ale to nie zmienia faktu, że nowa produkcja mimo, że trochę naciągana jest całkiem spoko. Nawet ciężko mi powiedzieć co mnie ciągnie do tego filmu. Może po prostu ta „prostota”.

Podobna sytuacja jest w przypadku COD’a. Większość hejterów tej gry wytyka jej brak wiarygodności na rzecz prostoty i efektywności rozgrywki. Nie mogą jednak zrozumieć, że nie każdy chce się totalnie wkręcać w grę i ciupać w nią całymi dniami. Jest sporo osób takich jak ja, które wolą prostą bezstresową rozrywkę, bo granie na komputerze traktują jako dodatkowy relaks po pracy a nie samą pracę.

Podobne odczucia mam odnośnie omawianego filmu. Nie chce mi się po raz kolejny oglądać filmu typu „Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną” czy czegoś na wzór „Fontanny”. Mam  gdzieś, że ktoś wytknie mi dziecinność czy brak alternatywności. Dla mnie filmy to chwila relaksu i odcięcia się od natłoku spraw życia codziennego. A Prometheus w mojej opinii nadaje się do tego celu bardzo dobrze.

Wiem, że znajdzie się sporo osób, które mogą mi zaraz wytknąć milion błędów jakie widziały w tym filmie. A mi to wcale nie przeszkadza. Czy wytykaliśmy szybkie naprawianie skóry w Star Treku? Czy wytykaliśmy latające lasery w Gwiezdnych Wojnach? Czy latanie na lince sprawiało, że Spiderman był nie do przełknięcia? Czemu więc tak bardzo wytykamy każdy błąd w Prometeuszu?

Czy naprawdę oglądanie filmów musi polegać na wytykaniu błędów w tych produkcjach? Zamiast cieszyć się z seansu szukamy tylko jakiś niedopowiedzeń, które potem w necie będziemy wypisywać i szczycić się tym jacy jesteśmy alternatywni.

 

„Bo Prometheus miał być realnym film, następcą Obcego”.
Wcale nie. R. Scoot już nie raz odcinał się od teorii, jakoby Prometheus był prequelem Obcego. Zapożyczył tylko uniwersum, ale filmy te są już zupełnie inne. I tak właśnie warto do nich podchodzić.

 

Nie chcę tutaj rozpoczynać jakiejś wojny. Każdy z nas ma prawo do własnego zdania. Są osoby które polubią ten film, są osoby które go znienawidzą, a są też tacy co będą go miały totalnie w dupie. Ja mimo własnego zdziwienia należę do tej pierwszej grupy. Dla mnie film całkiem spoko. Nie za pierwszym obejrzeniem. Ale kolejne bardzo mnie do niego przekonały. I tyle.

 

Swoją drogą bardzo podobają mi się pytania zadane w tym filmie. Skąd pochodzimy? Kto nas stworzył. Czy jesteśmy tylko wynikiem głupiego eksperymentu? Czy mieliśmy być masową bronią, czy może niewolnikami przeznaczonymi do zagłady (swoją drogą dość zbliżona teza do mitów Symeryjskich)?

To dopowiadanie, wyjaśnianie sobie większości wątków bardzo mi się podoba. I szczerze? Czekam na następną część. Nie. Nie Obcego. Właśnie Prometeusza. Może wyjdzie z tego coś na wzór dawnej bajki Ullyssess? Czemu nie.

 

Komentarze