Sędzia Dreed 2012

Po trailerze nie spodziewałem się nic nadzwyczajnego. Ot kolejna bajeczka z przesadzonymi efektami komputerowymi. Na całe szczęście, tak źle nie jest. Jest nawet lepiej.

O czym jest ten film? No jak to o czym. O Sędzi Annie Marii Wes… znaczy się Sędzim Dredzie, a dokładniej tylko jednej z jego licznych akcji.

Kto oglądał The Raid może mieć małe Deja bu, bo oba filmy są do siebie mocno podobne. Nie tylko całokształt stylistyki, ale przede wszystkim scenariusze, które są do siebie bliźniaczo podobne. Tu i tu miejscem akcji staje się stęchły budynek, który kontrolowany przez złego „bosa” staje się pułapką dla głównych bohaterów.

Sam często oglądając Sędziego Dreeda łapałem się na tym, że przypominał mi się The Raid.

Powyżej wspomniany scenariusz nie jest może specjalnie wysublimowany, ale nie przeszkadza to w odbiorze filmu. Wreszcie dostaliśmy film, w którym Sędzia Dreed jest taki jaki powinien. Nie uśmiecha się, nie chichocze, nie zdejmuje hełmu. Jest oschłym fiutem, który jeżeli ma ci strzelić w łeb, to zrobi to bez zastanowienia. Jak ma cię osądzić, zrobi to bez zawahania. Oczywiście tylko w obronie sztywnego prawa. I właśnie za to go lubimy :)

 

karl-urban-in-dredd-2012

 

Co mi się podoba?

Krew. Jak ma ci urwać rękę to ci urwie rękę. Jak strzał ma ci rozwalić połowę twarzy, to właśnie to zrobi. Nie ma cenzurowania obrazu, nie ma ucinania scen w niesmacznym momencie. I to jest właśnie fajne. Film jest krwisty, ale flaki nie są dodawane na siłę. Jest jak być powinno. Jak ktoś ci przyłoży w zęby to będziesz pluł juchą. I tak właśnie jest w filmie. Bez politycznej poprawności, bez gejowskiego udawania.
Podobało mi się też przedstawienie Sędziego Dreeda takim jakim być powinien. To już nie „wesoły” sędzia, jakiego widzieliśmy w poprzednim filmie. Tutaj już jest nieco bardziej sztywny. W sumie to ciekawe zjawisko. Podobnie do w Amazing Spidermana, nowe odsłony filmów starają się poprawić obrazy bohaterów, które znamy z komiksów.


Co mi się nie podobało?

Scena z ostrzałem. Obejrzycie to będziecie wiedzieli o czym mówię. Moim zdaniem mało logiczna i dodana na siłę. Mogła być spokojnie zastąpiona dowolną inną sceną.
Także scenariusz mógł być jednak nieco bardziej rozbudowany. Niby to co nam zaserwowano pasuje do Sędziego made faka Dreda, ale fabuła mogła by być ciut lepiej rozwinięta. Łażenie po bloku mam codziennie jak idę z Szamsonem sabotować ludzi stawiając miny na trawnikach. Przy Sędzi Dredzie… Chociaż z drugiej strony dostaliśmy udane kino akcji, gdzie myślenie zostawiamy za rogiem. Taki filmowy COD, czyli półtora godziny relaksu podczas oglądania latających flaków.

 

Ogólnie film nie jest jakimś wybitnym dziełem do którego będzie się setki razy wracać. Ma lepsze i gorsze sceny (ze wspomnianą powyżej sceną na czele), ale człowiek może się przy nim bawić całkiem dobrze. Oczywiście nie jest to kino dla każdego i trzeba mieć to na uwadze. Kto lubi filmy akcji w których krew leje się wiadrami śmiało może sięgać po tę pozycję.

…A dla miłośników Sędziego pozycja obowiązkowa.

 

Komentarze